Album rodzinny



Małgorzata Szumowska

Małgorzata Szumowska

"Nie mam wyjścia - ryzykuję!"

z Małgorzatą Szumowską
przed premierą
jej filmu fabularnego
rozmawia Łukasz Maciejewski

Jedynym polskim akcentem ostatniego festiwalu w Cannes był pokazany w "Sekcji młodych" krótkometrażowy film "Wniebowstąpienie" w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej. Teraz przyszedł czas na fabularny debiut, o którym już dzisiaj mówi się, że zawalczy o nagrody na festiwalu w Gdyni. Roboczy tytuł filmu Małgorzaty Szumowskiej to "Szczęśliwy człowiek", ale bohaterami obrazu będą, trochę przekornie, wyłącznie ludzie nieszczęśliwi. Z reżyserką rozmawiałem na planie filmu, którego akcja w większosci rozgrywała się na krakowskim Kazimierzu.


- Rozmawiamy w niezwykłych okolicznościach. Krakowski Kazimierz - stara, zniszczona kamienica, bardzo brudno. A tytuł Pani filmu to "Szczęśliwy człowiek". Jakaś przekora?

- To roboczy tytuł, który jednak kryje w sobie zagadkę. Film przecież nie będzie mówił o szczęśliwych, uśmiechniętych i bogatych ludziach. Stąd to nietypowe miejsce i specyficzny wystrój.

- Wystrój wnętrz rzeczywiście jest specyficzny. Makatki, wszędzie porozkładane książki, papiery. Taki rodzaj dekoracji "odziedziczyliście" Państwo po prawowitych właścicielach mieszkań w tej kamienicy?

- Nie, tutaj od dawna nikt już nie mieszka. Naturalizm wnętrz jest zasługą naszego pionu scenograficznego. Chciałam, żeby zaadaptowane do filmu pomieszczenia były jak najbliższe typowym mieszkaniom biednych ludzi. I to się chyba powiodło. Mnie samej kilka razy wydawało się, że dopiero przed momentem ktoś opuścił ten dziwny, zaniedbany dom.

- Powiedziała Pani: "dziwny, zaniedbany dom". Zamieszkują go, jak sądzę, także dziwni, zaniedbani bohaterowie.

- l tak, i nie. Akcja "Szczęśliwego człowieka" rozgrywa się współcześnie w jakiejś starej kamienicy w starym mieście. Niekoniecznie musi to być Kraków. Film opowiada o ludziach bez środków do życia. Na tle kilkunastu postaci rozgrywasię dramat matki i syna. Mieszkają tutaj wspólnie od wielu lat, ona nie może znaleźć pracy, on - dobiegający iuż trzydziestki - jest zbyt ambitny, żeby, jak mówi, brać udział w wyścigu szczurów. Toteż razem egzystują na krawędzi miłości i czarnej rozpaczy. Aż pojawia się ta trzecia...

- ... która burzy sielankę.

- Sielanki w ogóle tam nie było. Chcę opowiedzieć historię skomplikowanych uczuć matki i syna, gdzie będzie próba odnalezienia miłości w obliczu tragedii, choroby. W obliczu śmierci.

- Taki scenariusz zapowiada raczej mroczne kino psychologiczne niż komercyjny produkt dla mas.

- Zdecydowanie tak. Mój film jest przedsięwzięciem stricte autorskim, niewiele mającym wspólnego z działalnością komercyjna. Mam nadzieję, że takie filmy będę kręciła zawsze. Tylko takie.

- Nie za wcześnie na podobne deklaracje?

- Nigdy nie wychodzę z założenia, że oto nakręcę superfilm dla szerokiego odbiorcy. Cieszę się, że w wieku dwudziestu siedmiu lat mogę robić film w zespole Wojciecha Jerzego Hasa, którego twórczość uwielbiam. Mam nadzieję, że "Szczęśliwy człowiek" trafi do kin, że znajdzie swojego widza.

- Gwarantem jakości Pani filmu jest obsada. Nietypowa, ale bardzo interesująca.

- Rolę matki gra znakomita, dosyć dawno nie oglądana na dużym ekranie Jadwiga Jankowska-Cieślak, syna - debiutant, niedawny absolwent krakowskiej PWST, Piotr Jankowski. Debiutantami są także operatorzy. Michał Englert i Marek Gajczak. W pozostałych rolach zobaczymy m.in.: Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik, Mieczysława Grąbkę, Romana Gancarczyka.

- Film "Szczęśliwy człowiek" będzie debiutem. który już z założenia jest filmem elitarnym. Czy nie obawia się Pani, że wobec ewentualnego braku widzów w kinach, może to być zarazem Pani ostatni film.

- Takich scenariuszy z pewnością nie przyjmuję do wiadomości, bo trudno jest realizować film z założeniem, że i tak nikt go nie będzie chciał oglądać. Moje wcześniejsze doświadczenia reżyserskie nauczyły mnie pokory wobec widza. Zarówno wielokrotnie nagradzana "Cisza", jak i "Wniebowstąpienie", które zostało zakwalifikowane na festiwal canneński, także były przedsięwzięciami ryzykownymi. To wszystko daje mi pewność, że jest miejsce także i na takie kino. Jeżeli zaś mi się nie powiedzie w fabule, zawsze mogę robić dokumenty, które uwielbiam. Z pewnością jednak nie uda się nikomu namówić mnie na jakieś większe kompromisy.

- A jako widz, ogląda Pani czasem typowe kino hollywoodzkie?

- Jako widz - tak, w pracy reżysera nie interesuje mnie jednak chodzenie innymi ścieżkami. Sprawne prowadzenie narracji filmowej jest rzemiosłem, które Amerykanie opanowali do perfekcji. Filmy, które powstają teraz w Polsce, z reguły są tylko dosyć nieudolnym powielaniem tamtych schematów fabularnych. Mnie natomiast dużo bardziej rajcuje forma skojarzeniowa - poszukiwanie abstrakcji, metafory; wszystko to musi być jednak utrzymane w odpowiednich proporcjach. Nie chciałabym jednak, żeby z naszej rozmowy wynikało, że "Szczęśliwy człowiek" będzie wyłącznie dziwnym, formalnym eksperymentem. Zapewniam, że film będzie miał zwartą fabułę i wyrazistą akcję. Z pewnością będzie natomiast inny niż większość powstających u nas tytułów. W momencie "narodzin" filmu mogę panu jedynie powiedzieć, że albo mi się uda, albo nie... Nie mam wyjścia - ryzykuję!


Dziennik Polski, wrzesień 2000


Poprzednia strona