a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Barbie i Ken w krainie przyjemnej rozrywki

Barbie Część "dorosłych" chciałaby wychować dzieci tak, aby wyrośli z nich Barbie i Ken. Ona: słodka kobietka, nie sprawiająca kłopotów i on - gładki facet, grzecznie biorący udział w wyścigu szczurów. Barbie i Ken mają szafę z ubraniami, auto i elegancki domek. Spora część "dorosłych" przygotowuje swoje dzieci głównie do tego, by nauczyły się gromadzić konkretne dobra. Niewiele w tym miejsca na edukację, która rozwinie umysł, czy ducha. Ale też Barbie z Kenem mają głównie ciała, a nie umysły.
Rodzicielskie - i środowiskowe - wychowanie daje "doskonałe" skutki: przybywa nam Barbie i Kenów z każdym dniem, z każdym rokiem. Są w świecie normalnym - i w internecie. Kochają kino [byle wesołe], kolorowe magazyny, "teledurnieje" i sitcomy, książki Coelho i Carrola, i teksty poetyckie - ale nie te, pisane przez Szymborską czy Miłosza, ale przez Nosowską lub Bartosiewicz. Słyszeli coś o Goyi, Boschu czy Nowosielskim - ale wolą rysunki komiksowe. Gdy byli dziećmi, kochali kolorowe książeczki, w których wydawca do smutnych lub okrutnych baśni Andersena, czy braci Grimm, dopisywał szczęśliwe zakończenia - więc jako ludzie dorośli oczekują happy endu od sztuki.
Literatura zaczyna także nastawiać się na dostarczanie tej nieskomplikowanej rozrywki, która w niczym nie zamąci czytelnikom ich stereotypowych wartości, nie wprawi ich w niepokój moralny czy metafizyczny. Życie ma być "przyjemne" - literatura też. Literatura, tak jak hamburger, ma być szybko strawiona i nie pozostawić żadnych bolesnych śladów w osłabionym umyśle Barbie i Kena. Bowiem Barbie i Ken nie powinni niczym się martwić w swoim życiowym biegu do karier. Światy reklamy, handlu, mediów, popkultury, robią co mogą, aby życie Barbie i Kena przebiegło szybko i przyjemnie.
Ale pewnego dnia ten świat ich także strawi, a potem wypluje - i zostanie po nich tyle, co po zjedzonym hamburgerze.


Dorota Terakowska


Poprzednia strona