dedykacja
recenzje
opinie
wywiady
komentarze
listy czytelników
Dorota Terakowska - strona główna ONO


Mama i córka

Matka, córka i ONO

Dorota Terakowska napisała książkę "Ono". Jej córka Małgorzata Szumowska kończy film pod tym samym tytułem. Obie historie mają ten sam punkt wyjścia, ale potoczyły się inaczej.



Moja historia jest mroczniejsza

Renata Radłowska:
Która z Was pierwsza wymyśliła "Ono"?

Dorota Terakowska:
Małgosia. Był rok 2000, Małgośka już otrzymała pierwsze zagraniczne nagrody za swój film ("Szczęśliwy człowiek" i zaproszenie do udziału w konkursie Sundance Film Festival międzynarodowy festiwal kina niezależnego) na scenariusz. Ja oddałam poprzednią książkę, "Poczwarkę", do wydawnictwa i wtedy miałam taką typową "fazę głębokiego dołu" (bo oddałam wydawcy coś, co było tylko moje, rosły we mnie wątpliwości, a im bardziej wydawca mówił: "To jest dobre", tym bardziej tonęłam w poczuciu, że należy wejść do komputera i nacisnąć "delete").

No więc jest jesień 2000, ja tkwię w moim dole, Małgośka kręci się po kuchni, za oknem ponury poranek, robimy sobie kawę, a tu radio obwieszcza: "Jak stwierdzili naukowcy, podobno nienarodzony płód słyszy...". "Booooże, ale pomysł na film! Piszę scenariusz!" - mówi Małgośka. A ja zamruczałam: "Powinien się nazywać ťOnoŤ". Dopiero w 2001 roku, gdy jej scenariusz (ten scenariusz!) już dotarł do Sundance, gdy już było wiadomo, że ma szansę na sukces, powiedziałam Małgośce: "Tobie to dobrze, masz pomysł, masz scenariusz, a ja nic... Pustka w głowie". A tu Małgośka mówi: "Ależ jak ci się mój pomysł podoba, to napisz powieść! Przecież ona i tak będzie inna niż to, co ja napisałam!". Kilka miesięcy snułam się z tym zdaniem Małgośki w głowie, a potem jakieś półtora roku pisałam.

Obie zaczęłyście od tego samego punktu: dziewczyna - Ewa - niechciana ciąża, nienarodzone "Ono". A potem? Każda zaczęła dobudowywać inną historię?

Tak. Powieść i scenariusz łączy już tylko osoba bohaterki (mają to samo imię) - młodziutkiej, przeciętnej dziewczyny z sąsiedztwa, która nagle, przy całej swojej niewiedzy, próbuje nienarodzonemu dziecku usprawiedliwić świat, aby "Ono" zechciało na niego przyjść. W scenariuszu Małgośki jest to ciąża przypadkowa, a w mojej powieści - wynik gwałtu. Poza tym scenariusz i powieść bardzo się różnią, choć mają jeszcze jedną podobną postać - wrażliwego na muzykę ojca. Małgośka, pracując nad scenariuszem, wciąż coś zmieniała i w końcu ostateczna wersja jej "Ono" zaczęła zmierzać w innym kierunku.

A Pani Ewa i Pani "Ono"?

Stworzyłam całkiem inną rodzinę niż Małgośka, a nawet inne miejsce. Ewa Małgośki żyje w Krakowie, a moja w niewielkim miasteczku. Ale zauważyłam, że obie byłyśmy zaintrygowane chłodem uczuciowym, niezdolnością do okazywania uczuć we współczesnych rodzinach i obie, każda na swój sposób, rozwijamy ten wątek. Za to Małgośka z racji swojej młodości wychyla się w swoim scenariuszu w przód - a ja, zaglądając w ten XXI wiek, równocześnie patrzę wstecz.

Było między Wami jakieś "Ono"? Jakaś więź?

Tak. "Ono" to niegdysiejsza Małgosia, to niegdysiejsza ja, to jakieś wciąż nienarodzone dziecko Małgosi. "Ono" jest swoje, a zarazem "Ono" to my. Pisząc, miałam świadomość, że moja bohaterka niby rozmawia ze swoim nienarodzonym dzieckiem, ale przecież naprawdę rozmawia sama ze sobą. Przekonuje nie tyle to dziecko, ile samą siebie. To ona, ta młodziutka Ewa, musi odkryć w otaczającym nas świecie coś, dla czego warto jednak żyć, warto przybyć na ten świat i na nim pozostać.

Jakie jest Pani "Ono"?

Mam uczucie, że moja wizja z natury rzeczy jest mroczniejsza, ciemniejsza, więcej jest w niej cienia niż światła, a Małgosia w swoim scenariuszu i w filmie podąża ku światłu. Ja też tam podążam, ale muszę po drodze pokonać więcej cienia, bo go znam niejako z autopsji.

Jesteście do siebie podobne? Pani i Małgosia?

Podobne rzeczy nas irytują, a podobne wzruszają, czujemy odruchową sympatię do pewnych ludzi, jednakowo nabieramy się na innych, śmieszą i smucą nas podobne sytuacje. Ten, kto nas poznaje, mówi: "O, jakie jesteście podobne w ruchach i w sposobie mówienia!". Gdy Małgośka się przy czymś upiera i twardo mówi "nie" albo "tak", często słyszę komentarze: "No, ja już wiem, po kim ona ma ten trudny charakter".

A zarazem myślę, że ja w jej wieku nie byłam tak dojrzała, wiem, że zmarnowałam mnóstwo czasu i ostatnie lata to jest mój "czas odnaleziony". Małgośka wspaniale łączy niezwykłą pracowitość ze zdolnością do szalonych zabaw. Ja w jej wieku, jak się bawiłam, to zapominałam o pracy. A Małgośka już w liceum robiła niezwykłe zdjęcia, kręciła filmy amatorską kamerą, bardzo konsekwentnie interesowała się plastyką i muzyką - i to wszystko zaowocowało, gdy dostała się do Filmówki. Kilkunastoletniej Małgośce dawałam do czytania moje powieści, zanim trafiały do wydawcy, bo wiedziałam, że mam w niej najlepszą czytelniczkę ze wspaniałym instynktem artystycznym. Myślę, że samej sobie, gdy byłam w tym wieku, bym tak nie zaufała, i to w żadnej sprawie. Może dlatego nadal zdarzają się sytuacje, że idziemy gdzieś razem i Małgośka mówi szeptem: "Mamo, ale proszę, zachowaj się...". Ona wie, że raz na jakiś czas coś mi odbija i - co najgorsze - ja to wciąż lubię...

Jaki będzie film Małgosi? Odnajdzie Pani tam Ewę ze swojej książki?

Tak, bo to będzie w sporym stopniu ta sama Ewa. Tego samego szuka, ma podobne kłopoty ze znalezieniem. W końcu odnajduje zagubiony sens prawdziwej rozmowy. Myślę, że obie z Małgosią widzimy Ewę podobnie. U Małgosi ona przybrała konkretny kształt Małgosi Beli, aktorki i modelki (gra u Małgosi Ewę). Gdy Bela przyjeżdżała do nas na Mazury, uważnie się jej przyglądałam, zastanawiając się, do jakiego stopnia ona nie tyle może być Ewą, ile nią jest. Bela coraz bardziej wchodziła w skórę Ewy. Obie uciekały do lasu i tam Małgośka zadręczała ją, ćwicząc nad jeziorem, na pustkowiu, różne kwestie i dialogi. Gdy jesienią Małgośka po kilkunastu godzinach ciężkiej pracy na planie wracała do domu i w błyskawicznym tempie wybierała duble, bez słowa się przyglądałam, a po obejrzeniu sporej części materiału powiedziałam: "Robisz coś, co jest nieporównywalne z niczym, co do tej pory poznałam w kinie. Znalazłaś swój styl do tego filmu".

Myśli Pani, że Małgosia mogłaby nakręcić "Poczwarkę" albo "Samotność Bogów"?

Żadna z nas nie umie żyć odbitym cudzym życiem, nawet jeśli jest to życie matki i córki. Ja nie przeglądam się w jej sukcesach, ona nie śledzi moich, obie po prostu i zwyczajnie pracujemy, bo takie mamy zawody i takie pasje. Kiedy weźmie się pod uwagę nasze charaktery, naszą silną potrzebę robienia czegoś bardzo własnego i odrębnego, "Ono" to absolutny przypadek. Gdybym ja nie wyciągnęła po nie ręki, nasze artystyczne drogi schodziłyby się tylko na poziomie odbioru. Lubię oglądać to, co ona robi, ona lubi czytać moje powieści. "Ono" to absolutny i jedyny przypadek. I rzeczywiście przypadek. Bo przecież ja po raz pierwszy w swoim pisaniu zeszłam z własnej, trochę magicznej drogi i weszłam na twardy szlak. A w jej filmie, o dziwo, będzie dla odmiany magia... Dobra magia.



Dorota Terakowska i Małgorzata Szumowska

Dwie Ewy

Jesienny, ponury dzień, wspólna kawa w kuchni. Nagle w radiu mówią o odkryciu naukowców, że płód słyszy...

Małgorzata Szumowska:
Pomysł, że "ono słyszy", zaintrygował mnie od pierwszej chwili ogromnymi możliwościami, bo jest w nim rodząca się miłość do dziecka i do świata, na przekór losowi, na przekór temu światu. Zabrałam się do pisania. Gdy miałam już pierwszy szkic, zaprosiłam do współpracy scenarzystę Przemka Nowakowskiego. Tym razem chciałam zbudować historię bardzo precyzyjnie, na papierze, i mieć koło siebie kogoś, kto będzie patrzył z zewnątrz na to, co robię. Dla mnie pomysł, idea filmu jest najważniejsza. Sama fabuła, historyjka, która do tego służy, zawsze jest na drugim miejscu. Gdy mam już myśl, zaczynam tworzyć podporządkowaną jej historię. Dobrze jest, gdy zawiera w sobie konstrukcję dramaturgiczną zbliżoną do tragedii greckiej - czyli mamy wyraźny konflikt, a bohater musi dokonywać wyborów. Historia jest nieciekawa, gdy pozbawiamy jej ciemnych stron, bo życie składa się z momentów pięknych i dramatycznych.

Mama pożyczyła od Ciebie pomysł. Nie byłaś o niego zazdrosna?

Pewnie, że byłam, mimo że sama jej ten pomysł dałam. Może dlatego nie czytam książki, nie chcę oglądać Ewy mojej mamy, chcę ją najpierw zobaczyć na ekranie. Ale byłam również ciekawa, co też z tego wyjdzie literacko, i musiałabym być wielką egoistką, nie pożyczając mamie pomysłu. Zresztą z tego, co mama mi opowiadała, widzę, że książka i film są różne. Czasem zazdroszczę mamie, że potrafi pisać, bo jest w stanie więcej i inaczej wyrazić. Ja jestem skazana na realizm obrazu, na jego dosłowność, no i na wieczne szukanie finansów. Mamie wystarczy pomysł i komputer. Ale chyba jednak bym się nie zamieniła...

Teraz jestem na etapie montażu pierwszej części i często mama jest tym pierwszym widzem, a widzem jest bardzo dobrym - odbiera wszystko emocjonalnie, nie analizując tego "na śmierć" (mama kocha kino Almodóvara za jego emocjonalność i mocny wyraz; lubi to, co jest mocne i wyraziste, a ja się tego trochę boję w sztuce).

Dlaczego nigdy nie zaprosiłam mamy do pracy przy filmie? Nie potrafiłabym pracować nad własnym filmem z kimś z rodziny. Rodzina to nie jest "ktoś z zewnątrz". Rodzinę mogę prosić o radę, a nawet sama mogę jej udzielić, gdy mama prosi o przeczytanie jej książki, ale nie potrafię do końca podzielić się własnym światem, chcę - może po dziecinnemu - byćniezależna na polu artystycznym właśnie od rodziców.

Twoja Ewa taka będzie? Niezależna od Ewy mamy?

Na pewno Ewa nie jest wspólna. Ja mam swoją i w tej chwili jest to dla mnie Małgosia Bela, a mama ma swoją, której ja jeszcze nie znam, bo nie chcę czytać jej książki przed ukończeniem filmu, nie chcę zasugerować się wizją mamy, więc nasze rozmowy na ten temat są nieco utrudnione. Ale mam przeczucie, że Ewa mamy jest bardziej mroczna niż moja. Ja nie miałam jeszcze dziecka, o pewnych rzeczach nie mam pojęcia, opowiadam swoją historię intuicyjnie, i pewnie równie niedojrzała jest też moja bohaterka. To jest taki paradoks - "dziewczyna- -dziecko" i "ono-dziecko", i razem odkrywają świat.

W książce mamy najważniejszy jest słuch - "Ono" słucha, to sens książki.

U mnie też najważniejszy będzie słuch! W kinie, inaczej niż w literaturze, można nie tylko odmalować świat dźwięków, ale wręcz zastąpić nim słowa! Jeśli u mamy dźwięki także istnieją, no to miała trudne zadanie. To przecież literatura, ona nie ma ścieżki dźwiękowej. Moja Ewa mówi do dziecka, ale również świat mówi do niego - za pomocą dźwięków, muzyki. Na początku miałam wizję długich, takich niemal książkowych monologów, ale to się w kinie zupełnie nie sprawdza, więc musiałam poszukać czegoś innego i to jest właśnie to drugie, równie ważne życie w moim filmie - życie dźwięków.

Film będzie równie intymny jak książka?

Myślę, że film będzie intymny w taki kobiecy sposób, choć nie lubię terminu "kobiece kino" i takich podziałów. Sama byłam zdziwiona, gdy nagle ta intymność pojawiła się na ekranie; najwyraźniej przyszedł moment, że chciałam się nią podzielić. Zbudowałyśmy sobie taki świat z Małgosią Belą, w którym mamy kobiece tajemnice, ona dzieli się nimi ze swoim nienarodzonym dzieckiem. Patrzy, jak jej ciało zmienia się pod wpływem ciąży, pięknieje, jak sama staje się z dziecka kobietą. Jest też w tym filmie dużo mojego prywatnego świata odczuć, takich małych rzeczy, których często nie zauważamy. Jest dużo poszukiwania miłości i piękna, ale w prosty, kobieco-dziecinny sposób, może nawet trochę naiwny. Taka moja intymność.

Jeżeli mama poprosiłaby, żebyś sfilmowała "Poczwarkę" albo inną jej książkę, to...?

Gdy przeczytałam "Poczwarkę", bardzo się wzruszyłam, ale sfilmować? Nawet nie wiedziałabym, jak się do tego zabrać! Ja muszę kombinować po swojemu, od początku, nie umiem wchodzić w światy innych, a mama, choć tak bliska, ma inny, własny świat. Pewnego dnia zgłosił się do niej reżyser Filip Zylber, który wyraził chęć nakręcenia "Poczwarki". Powiedziałam sobie: "Nie ma sprawy, to nie dla mnie". Choć to bardzo dobry materiał na film.

Czy "Ono" Was w jakiś sposób zbliżyło?

Gdy pracuję na filmem, jestem tak nim pochłonięta, że nie potrafię mieć normalnych kontaktów nawet z najbliższymi; taki zawodowy egoizm. Mama tkwi godzinami przed komputerem skupiona na swoim, a ja na castingach i zdjęciach próbnych. Rzadko wymieniałyśmy jakieś uwagi. Ale mama rzuciła mi w przelocie parę dobrych pomysłów. Jesteśmy ze sobą wystarczająco blisko, żeby nie mieszać do tego naszych książek i filmów. Niech one sobie żyją własnym życiem, a tam, gdzie się przetną, to być może będzie to także takie "przecięcie się" nas samych w tym, w czym jesteśmy do siebie podobne.



Dorota Terakowska i Małgorzata Szumowska

"Ono" filmowe, "Ono" literackie

FILM:
Ewa mieszka w Krakowie, pracuje na stacji benzynowej. Zachodzi w przypadkową ciążę, ojcem dziecka jest nałogowy podrywacz. Dziewczyna zamierza usunąć ciążę. Tymczasem ktoś kradnie jej pieniądze na zabieg. Pewnego dnia słyszy w radiu, że "nienarodzony płód prawdopodobnie słyszy". Zaczyna rozmawiać ze swoim nienarodzonym dzieckiem, opisywać mu świat, tłumaczyć go. Poznaje chłopaka z półświatka. Zakochuje się w nim.

POWIEŚĆ:
Ewa to dziewczyna z małego miasteczka. Zostaje zgwałcona przez mężczyznę poznanego na dyskotece. Kiedy dowiaduje się, że jest w ciąży, zamierza ją usunąć. Zmienia decyzję po tym, gdy dowiaduje się z radia: "Ono podobno słyszy". Żyjąc w rodzinie pozbawionej umiejętności okazywania uczucia i niezdolnej do prawdziwych rozmów, Ewa po raz pierwszy wierzy w to, że ktoś jej słucha. Tego kogoś nazywa Ono. Dziewczyna rusza w Polskę, szukając ojca dziecka.



Dorota Terakowska

Urodzona w Krakowie w 1938 r. Ukończyła socjologię na UJ. Po 20 latach pracy w "Gazecie Krakowskiej" i "Przekroju" usunięta w stanie wojennym z zawodu wraz z mężem Maciejem Szumowskim. W podziemnej NOWEJ wydaje "Gumę do żucia" . Po 1989 r. ukazują się jej pierwsze książki dla dzieci. Krytycy określają jej pisarstwo jako "realizm magiczny". Jej bohaterowie zawsze żyją w dwóch światach. Pierwszy to świat zdarzeń codziennych, drugi - świat intymnego przeżywania. Trzykrotnie otrzymała nagrodę Najlepsza Książka Roku od polskiej sekcji IBBY - za "Córkę czarownic", "Samotność Bogów" i "Tam, gdzie spadają Anioły". "Córka czarownic" została wpisana na Światową Listę im. Andersena. W 2001 r. ukazała się "Poczwarka". Rok później Terakowska była nominowana do Nagrody Prezydenta RP za twórczość dla dzieci i młodzieży. Matka Małgorzaty Szumowskiej i dziennikarki Katarzyny T. Nowak. Jej powieść "Ono" wydana w Wydawnictwie Literackim właśnie trafiła do księgarń.


Małgorzata Szumowska

Urodziła się w Krakowie w 1973 r. Skończyła reżyserię na PWSFTViT w Łodzi. Jej film dokumentalny "Cisza" zdobył 18 nagród na międzynarodowych festiwalach. W 2000 r. w Cannes pokazano jej etiudę fabularną "Wniebowstąpienie". Jej debiut fabularny "Szczęśliwy człowiek" na festiwalu w Karlowych Warach znalazł się w sekcji Wybór Krytyków "Variety" gromadzącej dziesięciu najlepszych reżyserów młodego pokolenia. Jest członkiem Europejskiej Akademii Filmowej. Jej brat Wojciech Szumowski jest reżyserem filmów dokumentalnych.

rozmawiała: Renata Radłowska
GAZETA WYBORCZA - WYSOKIE OBCASY
22 LUTY 2003-02-23



Kolejna strona