recenzje
opinie
wywiady
komentarze
listy czytelników
Dorota Terakowska - spis treści



Poczwarka

Dorota Terakowska

Nadnaturalny dar ułomności

Siódma powieść Doroty Terakowskiej wchodzi do naszej literatury w aurze porównań. Książka przypomina film "Rain Man" Barry'ego Levinsona oraz utwór dużo lepszy - francuski "Ósmy dzień tygodnia". "Poczwarka" łagodzi społeczną obcość wobec choroby, przekonując - jak "Rain Man" - że w ułomności może tkwić okruch geniuszu i - jak "Ósmy dzień" - że ułomność to świat zamknięty, nieprzenikalny, nie dający nam żadnych szans na normalny kontakt.

Jestem pełen podziwu dla pisarskiego rozwoju Terakowskiej - dla pracy, jaką włożyła w wymyślenie własnej wersji literatury, dla staranności wykonania, jaką znajdujemy w każdej jej książce, dla poprzeczki, którą sama sobie coraz wyżej ustawia. Podobnie jak stali jej czytelnicy z radością witam kolejne nagrody przypadające jej niemal co roku ("Córka czarownic" wpisana na światową listę Hansa Christiana Andersena, nagroda IBBY za "Samotność bogów", nagroda "Małego Donga" za "Lustro pana Grymsa"), a z jeszcze większą radością zauważam poszerzające się grono odbiorców. Dziś Terakowska należy do najbardziej znanych polskich autorek powieści dla dzieci i młodzieży, choć warto pamiętać, że do literatury wskoczyła z zupełnie innej bajki: była dziennikarką od gorących tematów i spraw nienaprawialnych, to zaś nie dawało jej chyba zbyt dobrego przygotowania do twórczości dziecięcej. Taka twórczość to przecież inna problematyka, inny język, inny sposób porozumienia.
Choć Terakowska zaczynała od literatury dla nieletnich, z każdą książką coraz mniej interesuje ją dziecko w dziecku, a coraz bardziej - dziecko w dorosłym. Nie chodzi o tego infantylnego bachora - leniwego i rozkapryszonego konsumenta łatwych atrakcji drzemiącego w każdym z nas - do którego odwołuje się kultura popularna; chodzi o dziecięcą wrażliwość stępioną przez dorosłe obowiązki, o stłumioną przez rutynę zdolność dziwienia się światu, a przede wszystkim o zwykłą w świecie dziecięcym empatię, zdolność współodczuwania z drugim człowiekiem. Takie właśnie dziecko Terakowska chciałaby obudzić w dorosłych.
Od kilku lat pisarka stopniowo schodzi na ziemię. "Poczwarka", jeśli dobrze rozumiem, miała na trochę innych zasadach pojednać inność cudowną z innością codzienną: miała stosunek do odmienności powszedniej wzbogacić postawą religijną. Wzbogacić, a nie zastąpić. Takie uzupełnienie, sugeruje autorka, wydaje się konieczne wtedy, gdy stajemy przed szczególnym rodzajem inności, jaką jest człowiek ułomny. Człowiek taki stanowi bowiem wcielenie obcości - nieprzezwyciężalnej, nie dającej się poznać, nie dysponującej żadnym językiem wspólnym z naszymi językami.
"Poczwarka" to historia małżeństwa, które najpierw ustawiło sobie życiorysy, zrobiło kariery, zbudowało dom, osiągnęło pozycję, aż wreszcie, gdy ona miała lat 34, on 37, zdecydowali się na dziecko. I choć zapewnili dziecku prawie wszystko jeszcze przed urodzeniem - włącznie ze studiami na Harvardzie - nie przewidzieli poczwarki.
Pomimo agresywnej postawy ojca, który chce dziecko po prostu przekazać pod opiekę specjalną, matka zabiera córkę do domu. Od tego momentu, z dnia na dzień i z roku na rok, rodzina się rozpada: matka żyje wyłącznie z córką i wyłącznie dla niej, ojciec poświęca się całkowicie pracy, przynoszącej dostateczne dochody, by mógł co tydzień na brzegu kuchennego stołu zostawiać pieniądze. Córka, nazwana przez matkę Myszką, nie spotyka się z dziećmi, nie idzie do specjalnego przedszkola ani do szkoły - jest bowiem ciężkim przypadkiem Downa, jakby głębszym wariantem upośledzenia. Upływają kolejne lata: matka oswaja nieco obcość Myszki (rozumie niektóre słowa, wie, czego dziecko się boi, a czego pragnie), przede wszystkim jednak jest głęboko przekonana, że córka ma dokładnie takie samo życie wewnętrzne jak inni, tyle że nie potrafi go wyrazić. Świat Myszki jest jednak dla niej w znacznym stopniu zamknięty; dla nas - dzięki narracji - jest otwarty. Poznajemy myśli i uczucia bohaterki, dowiadujemy się, jak mozolnie, z wysiłkiem równym boskiemu stworzeniu świata, mała dziewczynka obłaskawia rzeczywistość, to znaczy wpuszcza do swojego umysłu zjawiska natury (deszcz, burzę), kolory, kształty i procesy, aby się z nimi oswoić. A kiedy dzieło stworzenia jest gotowe - umiera.
Z tego streszczenia widać, na czym polegał problem Terakowskiej. Chciała napisać baśń realistyczną, chciała zachować aurę cudowności opowiadając historię Kopciuszka, który nigdy nie pojedzie na bal. Pisarka postanowiła bowiem przekonać nas do sprzecznych rzeczy: że nie powinniśmy oczekiwać cudu wyklucia się motyla z poczwarki, a równocześnie, że w dziewczynce spoczywa jakiś dar nadnaturalny; z jednej strony chciała powiedzieć, że dziecko z zespołem Downa może być wcieleniem obcości nieprzezwyciężalnej, z drugiej zaś skonstruowała narratora, który bez trudu wnika w myśli i odczucia dziewczynki; chciała przekonać nas, że inność codzienna jest kłopotliwa, bo ciągle staje nam na drodze, a równocześnie stworzyła dziecku wygodny azyl z dala od matki (dziewczynka spędza całe dnie na strychu, gdzie zajmuje się "stwarzaniem świata", przedstawionym skądinąd w pięknym stylu).
Za dużo więc w tej powieści artystycznego niedopasowania: Terakowska wyraźnie przeciwstawia się sztuce kompensacyjnej (seriale telewizyjne, harlequiny), ale sama do taniego pocieszenia zmierza; występuje przeciw stereotypom, ale chętnie się nimi posługuje (toksyczny ojciec, ofiarna matka, tajemnica rodzinna); dąży do przedstawienia konkretnego przypadku, a zarazem ciąży ku przypowieści, która zwalnia ją z opisu realiów dnia codziennego i pozwala na patos, uogólnienie i sentymentalizm.
Warto jednak podkreślić, że tego rodzaju zarzuty rodzą się dzięki powieści, która uzmysławia ogrom kłopotów związanych z przedstawianiem ułomnego dziecka. Ponadto, jeśli słuszne jest przekonanie, że literatura dzieli się na dosercową i domózgową, to książka Terakowskiej dotrze tam, gdzie powinna. Dotrze bezbłędnie do czułych odbiorców i zrobi wśród nich wiele dobrego. Dzięki "Poczwarce" możemy zrozumieć, że nasza normalność - przekształcana w obowiązujący wzorzec - potrafi być glebą codziennej przemocy i powszedniego okrucieństwa. Kiedy uważamy swoją zwykłość za wcielenie cech pożądanych, każde odstępstwo od normy zepchniemy w obcość. Dopiero poszerzenie normy pozwala traktować ułomność jako jeszcze jedną różnicę w wielości, a nie jako gorszość. Powieść Terakowskiej - przeznaczona dla wszystkich, którzy szukają inności daleko, nie zauważają jej natomiast wokół siebie - jest właśnie taką literacką próbą poszerzenia normy.


Przemysław Czapliński
Polityka





Kolejna recenzja