a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Między rokiem 2000 a XXI wiekiem

Między rokiem 2000 a XXI wiekiem Tkwimy z panią Helenką w banku, gdzie już dawno powędrowały wszystkie oszczędności Polaków - wydobyte z pończoch, spod bielizny pościelowej czy z tapczanu. Teraz, jeśli ktoś chce je rąbnąć, niech napada na bank. A skądinąd napadają, prawie jak w filmach amerykańskich.
- Data mojego urodzenia minus bitwa pod Grunwaldem plus średnia ilość zapałek w pudełku... - mamrocze pani Helenka.
- 64 albo 48, zależnie od pudełka - podpowiadam.
- No właśnie, nawet zapałki nie są lojalne wobec człowieka. To przez nie za każdym razem się mylę - mówi gniewnie pani Helenka.
- Ale po co pani te daty, te zapałki? - pytam zdziwiona.
- ...nie, to nie była bitwa pod Grunwaldem, tylko pokój wersalski. Bitwa pod Grunwaldem to do teleserwisu - mruczy pod nosem pani Helenka, a ja powoli zaczynam rozumieć.
- Znowu zapomniała pani pin kodu - stwierdzam surowo.
- Zapomniałam, zawsze zapominam. Za dużo tego do pamiętania - jęczy pani Helenka.
- Trzeba było wymyślić coś łatwiejszego. Ja mam ilość liter w imieniu psa plus imiona dwóch kotów, minus siedem, bo to magiczna liczba. To musi być proste jak drut - pouczam ją. - Albo niech pani to wpisze w kalendarzyk, jako numer wewnętrzny telefonu do pracy.
- Wszyscy wpisują pin kody jako numery wewnętrzne telefonów do pracy i wszyscy złodzieje dawno tym wiedzą - mówi gniewnie pani Helenka. - A łatwiejsze liczby mam dla pin kodu w komórce. Wiek moich dzieci minus 10, dodać porozumienia sierpniowe.
- Dwadzieścia jeden czy trzydzieści? - pytam zaciekawiona.
- I znowu pani mnie myli! - krzyczy pani Helenka.
Nagle sobie uprzytomniam, że ja także zapomniałam pin kodu do mojego konta w Biurze Maklerskim, któremu jestem winna 20 PLN za pilnowanie transakcji, których nie zawieram, bo się na nich nie znam.
- Pin kody do wszystkiego - stwierdzam nerwowo. - Trzymam w pamięci sześć pin kodów: konto moje, konto męża, biuro maklerskie, komórka, ubezpieczenie, teleserwis do banku.
- Ja mam siedem, bo jeszcze teleserwis do trzeciego filaru - mówi ponuro pani Helenka. - Ale i tak zapomniała pani o innych liczbach, które dzisiaj trzymamy w pamięci. Przecież jest jeszcze Pesel i NIP.
- My mamy dwa NIPy, bo drugi do firmy męża. No i regon - dopowiadam z rezygncją.- A do tego trzy telefony stacjonarne w rodzinie, trzy komórki i szyfr do kasetki na podręczne wydatki.
- Numer karty kredytowej i pin kod do bankomatu, a jeszcze jest numer ulubionego radiotaxi - dopowiada ponuro pani Helenka.- Niektórzy noszą też w pamięci idiotele i numery totka.
- Ja rozumiem, że wciąż dochodzą nowe numery, ale gdyby tak można było zlikwidować stare, żeby mniej obciążać pamięć - mówię ponuro.
- Oczywiście. Najpierw zlikwidujmy te mniej ważne: numery butów członków rodziny, rozmiary ich ubrań, numer koszuli męża, datę urodzenia własną, męża i dzieci, numer domu i mieszkania. I od razu się pani lżej poczuje - popiera mnie pani Helenka.
No tak, czasy gdy wystarczyło pamiętanie numeru buta i daty urodzin, przeminęły jak złoty sen. Dziś nosimy w głowie setki cyfr, a jeszcze nocą śnią się koszmary z mnóstwem zer, tym razem tych, których nam brakuje do szczęścia.


Dorota Terakowska


Poprzednia strona