a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Między rokiem 2000 a XXI wiekiem

Między rokiem 2000 a XXI wiekiem - Pani Helenko, nasz felieton z zeszłego tygodnia zrobił furorę. Ludzie dzwonili, mailowali i chcą poznać "dress code", po którym rozpoznaje się osobistości na bankietach.
- Boże... - jęczy pani Helenka, bo to ona czytała o "dress code" w jednym z pism. Podobno ludzie z towarzyskich elit już z daleka, po butach, krawatach i garniturach rozpoznają, że ktoś jest kimś, a ktoś drugi nikim.
- Zaczniemy może od garniturów? - pytam pełna tremy.
- Za moich czasów każdy, kto był ubrany w czystą wełnę, należał do dobrego towarzystwa - obwieszcza pani Helenka.
- To staroświeckie! - wołam. - Dziś, gdy ktoś się ubierze w folię do pieczenia, lecz z metką Armaniego, będzie bardziej na topie niż ten w wełnie!
- A jak mam czytać metkę, skoro schowana? - pyta ona.
- Coraz częściej wywalona na wierzch, bo ludzie szukają okazji, by się pochwalić, że to Armani czy Boss - stwierdzam po namyśle.
- Zatem patrzymy na metki. Trzeba by się nauczyć na pamięć kilku najważniejszych - wzdycha pani Helenka. - A buty? Ten facet mówił, że on poznaje po butach...
- Z góry nie widać. Stoi pani na obcasach, a jego buty ma pani z półtora metra niżej - martwię się.
- Udać, że czegoś szukam pod stołem? Zedrzeć mu buta z nogi i przeczytać, jaka marka? I jaka niby ma być?
- Nie wiem - mówię ponuro. - W życiu nie zwracałam uwagi na marki butów, w dodatku męskich. Aha, ten tygodnik pisał też coś o zegarkach. Musi być Rollex.
- Potyka się pani, opada na niego i odchyla mankiet? - podpowiada pani Helenka. - A jak mam odróżnić Rollexa od zwykłego zegarka?!
- Szybciej chodzi? - pytam niepewnie. - Może wytnijmy z jakiegoś pisma 10 najlepiej ubranych kobiet i 10 mężczyzn i porównamy z tymi, którzy są na bankiecie?
- A może tych najlepiej ubranych wcale tam nie ma, bo ci z obrazków prezentują gust redaktorek?! - woła z rozpaczą pani Helenka.
- Przecież nie chodzi o gust. Chodzi o zgodność z modą, która z gustem nie ma nic wspólnego - poprawiam. Teraz już wzdychamy obie.
- A nie możemy się z tego wycofać? Nie wystarczy, że odróżniamy dobre książki od złych i mądre myśli od głupich? Musimy odróżniać "dress code"?! - pyta pani Helenka.
- Nie musimy! - wołam z ulgą. - I napiszę to czytelnikom: dopóki odróżniacie mądre myśli od głupich, zostawcie "kod ubraniowy" dbającym o reputację bankietową, a nie umysłową.
- Niech pani napisze, żeby w ogóle nie chodzili na bankiety, skoro wymaga to pakowania w głowę tylu głupich informacji - mówi ona.
- Bill Gates i tak chodzi głównie w swetrze i w dżinsach, i interesuje go wyłącznie kod komputerowy - mówię na pożegnanie. No tak, ale Gates nie zna też kolorowych pism, które pani Helenka czytała u dentysty, więc nie wie, co robi...


Dorota Terakowska


Poprzednia strona