a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Ja jestem Wojtek Pszoniak...

Z Wojciechem Pszoniakiem Jesteś bardzo nietypowym aktorem. Wszyscy nasi wielcy – gwiazdy teatru i kina – mają w sobie pewien ład, wiemy, czego się można po nich spodziewać. Ty masz jakąś szokującą  nieprzewidywalność, nieobliczalność...

Nie lubię się nudzić. Nienawidzę rutyny. Gdy rozmawiam ze studentami, prowadząc zajęcia w krakowskiej szkole teatralnej, mam wrażenie jakbym sam dopiero skończył szkołę. Nie czuję upływu czasu. Trzydzieści kilka lat temu, gdy zaczynałem być aktorem, patrząc na niektórych starszych kolegów, myślałem: "Panie Boże, spraw, żebym po trzydziestu latach w tym zawodzie nie wyglądał  jak oni! Żebym nie szukał krzesła, na którym można usiąść..." Aktorstwo jest najgłupszym, najsmutniejszym zajęciem na świecie, jeżeli nie ma się czegoś do przekazania i jeżeli wykonuje się go bez pasji.

Ale ty masz naturę człowieka pełnego pasji, to twoja uderzająca cecha. Nawet teraz, gdy rozmawiamy, wkładasz w to pasję...

Nie potrafiłbym żyć, chodząc regularnie, jak w zegarku, do pracy. Dlatego zrezygnowałem z etatu w teatrze. Patrzyłem na aktorów, którzy od 40 lat  przychodzą do tej samej garderoby, do tego samego teatru jak do biura, znają każdy kąt, odbywają próby, idą na obiad, wracają na spektakl i tak w kółko.... Ja muszę próbować wciąż czegoś nowego. Świat jest tak bogaty, że nie można się zamknąć w jednej życiowej roli!

Byłeś pilotem szybowcowym, skakałeś ze spadochronem, żeglowałeś, jeździsz na nartach, piszesz książki kucharskie, grasz na saksofonie... Wciąż szukasz...

Jak powiedziałaś, moje role, także te życiowe, są nieprzewidywalne. Patrzę wokół siebie, na ludzi, czerpię z własnych doświadczeń, a wydaje mi się, że przeżyłem bardzo dużo. Np. mówię studentom: "sztuki aktorskiej nie można się nauczyć. Wcześniej trzeba dotknąć życia, poczuć się wolnym. Dopiero wtedy można próbować być aktorem".

Mam uczucie, że pomimo skończonych 58 lat, nie czujesz się człowiekiem już spełnionym, ale takim, przed którym wszystko wciąż stoi otworem...

Tak. Obracam się raczej w kręgu rzeczy jeszcze nie zrobionych niż dokonanych. Wierzę, że jeszcze dużo zrobię. Szukam przygody. Każde moje spotkanie z rolą to przygoda. Gdyby spojrzeć na moją artystyczną biografię, to w porównaniu z innymi aktorami niewiele zrobiłem. Dużo ról odrzucam.

Jakich?

...które z mojego punktu widzenia są nieciekawe lub już je grałem. Np. po Wierchowieńskim reżyserzy ciągle proponowali mi podobne role. A ja chcę być aktorem eklektycznym, bo prawdziwy człowiek zawsze jest eklektyczny. I musi wciąż rozglądać się wokół, wtedy może uda mu się zrozumieć ciut-ciut z tego, co dzieje się w świecie i w ludziach. Bez próby zrozumienia człowieka nie można być aktorem.

Próbowałeś w życiu wielu rzeczy. Żyjesz bardzo intensywnie. Nawet występowałeś w "Przekroju" jako model Basi Hoff. Prowadziłeś program o gotowaniu, a potem swój talk-show, w którym przytłoczyłeś wszystkich rozmówców swoją osobowością...

Napisałem też książkę m.in. o gotowaniu "Pszoniak and company" wydaną przez Noir sur Blanc. Piszę  wiersze. W latach 60. należałem do Koła Młodych Literatów w Krakowie, u Adama Włodka, m.in. razem z Ewą Lipską i Michałem Sprusińskim. Mam zamiar wydać kolejną książkę, tym razem o aktorstwie... To, że poważnie zajmuję się aktorstwem, wynika w sposób naturalny z tego, że przebywam z mnóstwem ludzi, dużo jeżdżę, a to mi daje możliwość obserwowania. To, co zaobserwuję, mogę czasem wnieść do postaci, którą gram.

Nie tracisz ciekawości życia, w miarę jak upływa czas, choć jest to przypadłością większości ludzi, którzy przekroczyli wiek średni.

Moment, w którym  stracę tę ciekawość, będzie moim końcem. Aha, odnawiam właśnie papiery pilota...!

A ty nie jesteś trochę wariat?

Chyba nie. Jestem psychicznie zrównoważony. Ale lubię życiowy płodozmian.

Przy całej swej zmienności masz jednak coś stałego: na przykład twoje małżeństwo, które  trwa od lat...

Mam fantastyczną żonę. To ona tworzy mi dom. Życie aktora jest trudne, nie tylko gdy zmaga się z materiałem, ale również kiedy nie ma roli. To są ogromne psychiczne obciążenia. Dlatego dom jest dla mnie niezwykle ważny.

Dom to miejsce czy osoba?
I miejsce, i osoba. Dom to Paryż, Warszawa, w tej chwili Kraków. Mam dom w różnych miejscach. Ale zawsze najważniejsza jest osoba.

Dlaczego odżegnujesz się od zawodowstwa, upierasz się, że jedynie bywasz aktorem, tak jak Norwid twierdził, że poetą się nie jest, poetą się bywa....

...nie lubię zawodowych Polaków, zawodowych żydów, zawodowych księży i zawodowych aktorów. Nie lubię zawodowych psów, zawodowego mężczyzny ani zawodowej kobiety, itd. Sam nie jestem zawodowym aktorem. Za każdym razem zaczynam od nowa. Uważam, że to chroni mnie od rutyny. Może dlatego ludzie chcą mnie jeszcze oglądać.

A jednak za każdym razem, niezależnie od tego, o co pytam, powracamy do aktorstwa...

Bo widocznie taki jestem potrafię wyrazić się w aktorstwie. W sztuce aktorskiej są fascynujące chwile, których nic nie zastąpi. Jeżeli naprawdę dotknie się istoty sztuki aktorskiej, to się doświadcza czegoś wspaniałego. Ale poza tym jest jeszcze życie. Aktor, czy ma natchnienie, czy nie, musi grać. Staje przed widzem i musi dać z siebie wszystko, niezależnie od nastroju i własnych problemów. Prawdziwy aktor nie interesuje się sobą, lecz innymi. Tylko wtedy bycie aktorem jest piękne. W przeciwnym wypadku jest to najgłupsze zajęcie na świecie.

Jesteś aktorem, który chroni swoje nazwisko. Większość aktorów goni za kasą...

Jako student i początkujący aktor byłem biedny. Opowiem ci anegdotę: mam 41 numer nogi. Nie stać mnie było na buty, więc nosiłem buty starego, zmarłego aktora, o numerze 44 i tak człapałem po mieście. Pensja wystarczała mi na kilka dni. I choć już w PRL-u były okazje do chałtur,  nie brałem się za nie. Dorabiałem jako pomocnik zaopatrzeniowca, myłem okna, strzygłem psy,  zbijałem skrzynki, pracowałem w rzeźni... Uważałem, że to mnie nie zniszczy jako aktora. Nie miałem pieniędzy, ale miałem szczęście. I wreszcie Wajda zaproponował mi rolę Jezusa w filmie "Piłat i inni" realizowanym w Niemczech. Pracowałem za ówczesne zachodnioniemieckie stawki. Zarobiłem mnóstwo pieniędzy. Kupiłem sobie wtedy fiata. Wówczas prawie nikt nie miał takiego samochodu. Gdy zostałem bez pieniędzy zamiast grać byle co i w byle czym - po prostu sprzedałem to auto. Ostatnio odniosła triumf w Paryżu sztuka Atelier Jeana  Claude Grunberga, w której zagrałem główną rolę. Dzień w dzień pełna sala na 650 miejsc. Ale 298 razy grać tę samą rolę...!? Więc gdy zaproponowano mi tournée z tym spektaklem po Francji - odmówiłem.

...bo jesteś zachłanny na życie, a  nie na pieniądze?
Mam słabość do dobrego jedzenia, dobrego wina, podróży, książek... Nie potrzebuję jednak najnowszego modelu rolls-royce'a. Ktoś kiedyś spytał pewną arystokratkę: "Czy pani jest bogata?" Ona na to: "Pyta pan, czy  mam pieniądze, czy jestem bogata? Bo to nie to samo" Ja w tym sensie jestem bardzo bogaty. Ale w życiu trzeba też mieć szczęście. Jak na przykład Wajda. Cały dzień leje, on chce kręcić o 17,  w pełnym słońcu - i o 17 słońce wychodzi. Wajda kończy scenę, znów zaczyna lać.

Uważasz, że masz szczęście?

Tak.

Pytam, bo wielu ludzi, którzy je mają, nie umieją go docenić.

Znam ludzi, którzy mając 35 lat, uważali się za starych. A Miłosz mówi o sobie, że jest wiecznym chłopcem. Wieczny chłopiec jest wiecznie czegoś ciekawy.

To ja jestem ciekawa, co teraz robisz?

Jestem w trakcie pisania scenariusza do swojego filmu. Na podstawie opowiadań Andrzeja Romana. Od lat namawiano mnie, żebym zajął się reżyserią. Czekałem na temat. I znalazłem. Jego opowiadania są doskonałe. To współczesne nowele. Oprócz tego reżyseruję dwie sztuki: Różewicza  i Atelier Grunberga dla Teatru Telewizji. I pracuję nad książką o aktorstwie, której nie mogę skończyć, i nad jeszcze jedną, taką trochę wspominkową, trochę refleksyjną, trochę anegdotyczną.

Jak radzisz sobie z tyloma rzeczami naraz?

Ponieważ jestem człowiekiem źle zorganizowanym, muszę mieć wokół siebie zorganizowany świat. Aktorstwo organizuje mi życie. Ale każdy dzień jest za krótki.

Masz poczucie, że brakuje ci czasu?

...i że za mało zrobiłem. To, co Bóg mi dał, wykorzystałem w 20 procentach. I tu mam poczucie winy.


Rozmawiała Dorota Terakowska


Poprzednia strona