a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Białe pióro, czarny ptak

Dorota Terakowska należy do tej rzadkiej i godnej uznania kategorii pisarzy, która w wybranej przez siebie konwencji przekazuje ważkie treści. Jej Córka Czarownic - wpisana na promującą najlepsze książki międzynarodową Listę Honorową im. H. Ch. Andersena - jest protestem przeciwko przemocy i nietolerancji. Delikatna w pomyśle i rysunku postaci W Krainie Kota to zaduma nad znikomością ludzkiego wysiłku w walce z nieuniknionym: matka autystycznego dziecka nie przerwie zaklętego kręgu, śmierć zwycięży, a czytelnik zostanie sam z dręczącym pytaniem: czy śmierć naprawdę jest złem?
Nagrodzona w ub. roku przez Polską Sekcję IBBY (i nie tylko przez nią) powieść Samotność Bogów idzie o krok dalej w drążeniu problemów eschatologicznych. Człowiek potrzebuje boga, wsparcia w ludzkiej niepewności i strachu, dobroczyńcy i mściciela zarazem, ale i bóg (każdy bóg) potrzebuje człowieka, bo bez czciciela i ofiary boskość właściwie nie istnieje, jest kategorią obiektywnie obojętną, dopiero wiara wyznawcy nadaje jej wartość uczuciową, podnosi do rangi absolutu, najwyższego sensu i najwyższego prawa. Wielu krytyków dopatrywało się powinowactwa Samotności Bogów z popularnymi w Polsce książkami Josteina Gaardera, ja jestem gotowa bronić suwerenności artystycznej i intelektualnej Doroty Terakowskiej. Idzie ona własną drogą, tworząc własny świat pojęciowy i własny kanon ocen.
Tam gdzie spadają Anioły, najnowsza książka krakowskiej pisarki jest w swojej najgłębszej istocie prezentacją doktryny manichejskiej, potępionej zresztą przez liczne sobory i synody, mówiącej o nierozerwalnym związku dobra i zła, światła i ciemności, dobroczynienia i grzechu.
Mała Ewa jest świadkiem walki anioła z wielkim czarnym ptakiem. Okaleczony, pozbawiony skrzydeł anioł spada na ziemię, gdzie przemienia się w półcztowieka, tragiczną istotę pozbawioną anielskiej mocy, ale obcą zwyczajnym ludzkim sprawom. Tragedia upadku świetlistego mieszkańca niebiańskiej Drabiny polega na tym, że był on aniołem stróżem małej Ewy. Wydana - z powodu anielskiej lekkomyślności - na łup złych sił dziewczynka ulega serii nieszczęśliwych wypadków, a wreszcie zapada na nieuleczalną białaczkę.
Teoretycznie osnowa narracyjna zapętla się między aniołem Ave, małą Ewą i czarnym demonem Vea (autorka stwarza trójjednię nie tylko tożsamością imion, ale i zbudowaniem układu, którego komponentami są: dziewicza mentalnie mata istota ludzka, nosiciel dobra i nosiciel zła), lecz Dorota Terakowska stawia sobie większe zadanie niż penetracja walki immanentnego dobra z immanentnym złem. W akcję zostają włączone najbliższe dziewczynce osoby: matka, żyjąca swoją sztuką rzeźbiarka, ojciec, żeglujący od rana do nocy w internetowym świecie, i babcia, petna wewnętrznego ciepta i prawie dziecięcej wiary, egzystująca wśród wartości tyle konserwatywnych, co niezbywalnych. Na dalszym planie pojawia się dentysta jeżdżący jaguarem, Pani Sama i Pan Sam, salowa z domu opieki, zatroskany lekarz i kilka jeszcze innych osób.
Choroba Ewy przewraca na nice istniejący porządek. Trwają poszukiwania niezwykłego pióra, które spadło na ziemię podczas walki anioła z czarnym ptakiem. Rodzice Ewy, teraz już podlotka, nagle uświadamiają sobie czczość swojej egzystencji, swój egotyzm i, last not least, swój wygodny agnostycyzm. Walcząc o życie dziecka, muszą się opowiedzieć za obcymi dotąd wartościami, poznać je, oswoić, uczynić własnym wyznaniem wiary.
Tymczasem trwa pojedynek między czarnym demonem a zdegradowanym do roli brudnego, bezdomnego łazęgi aniołem Ave. Dialogi dwóch protagonistów są najlepszymi partiami powieści Terakowskiej, słowo po słowie, zdanie po zdaniu zostaje udowodnione braterstwo dobra i zła, strącony na ziemię anioł odpycha początkowo demona - aż do momentu, kiedy pojmie, że musi istnieć ciemność, by można było cieszyć się światłością. Więcej, Ave zdradza Ewie anielskie tajemnice, a tym samym przekazuje jej cząstkę utraconej przez siebie mocy i ta moc sprawi, że dziewczynka nie tylko przemieni egzystencję otaczających ją ludzi, ale przywróci niebu okaleczonego anioła, nie tylko zwalczy trawiącą ją śmiertelną chorobę, ale pomoże samotnemu demonowi zła znaleźć nić porozumienia z jego anielskim bratem.
W ten zrąb narracyjny wpisana została przez Terakowską imponująca wiedza angelologiczna, istne kompendium na temat aniołów, niebiańskich hierarchii, kontaktów skrzydlatych wysłanników światłości z ludźmi na przestrzeni wielu tysiącleci, plastycznych i literackich ech tych spotkań; wykłada wreszcie autorka idee Swedenborga, wynalazcy i filozofa, który utrzymywał, że rozmawia bezpośrednio z aniołami. Ten materiał poznawczy przytłacza wątłą w zasadzie i opartą na dyskursywności fabułę. Pięknie obmyślanej baśni o dziecku, które utraciło anioła stróża, nadaje dosyć nieoczekiwanie wymiar apologii aniołów jako takich, traktatu wspartego ważkim cytatem, wersetem Biblii, sądami uczonych mężów. Robi to takie wrażenie, jakby Dorota Terakowska nie do końca była pewna czysto literackiego nośnika przekazu i postanowiła wesprzeć tekst świadectwami pozaliterackimi. Rozumiejąc intencję, żałuję klimatu baśniowej cudowności, nie przypuszczam także, by przywołanie angelologicznych opracowań mogło w kimkolwiek wskrzesić dziecięcą wiarę w anioła stróża. Mówiąc szczerze, te strony książki kojarzą mi się z pisemkiem zatytułowanym "Strażnica", gdzie zamieszcza się relacje o spotkaniach i rozmowach z aniołami, podając nazwiska, imiona i dokładne adresy świadków tych relacji. Trudno sądzić, że Dorota Terakowska ma misjonarskie inklinacje i naprawdę chciałaby rozkrzewić wiarę w anielskich pośredników między Światłością a ziemskim padołem. Dodajmy, że teorie Swedenborga nigdy nie zostały uznane przez ortodoksyjne Kościoły, a manichejska koncepcja jedności dobra i zła jest po prostu herezją, potępioną przez licznych teologów. Oczywiście, wolno autorowi propagować dowolne wyznania wiary, ale jeżeli tak włada piórem, jak Dorota Terakowska, powinno to przebiegać w półbaśniowym klimacie, gdzie absolut mieszałby się z poszedniością, człowiek byłby punktem odniesienia dla zaświatowych wrogów-braci, świadomość i wola kształtowałyby ludzki los w równym stopniu co przeznaczenie.
Te elementy są obecne w prozie Terakowskiej, ale ciąży im zbyt mocno erudycyjna nadbudowa, teoria anielstwa i teoria diabelstwa (tu wahanie, gdyż w Tam gdzie spadają Anioły demon światła i demon mroku są awersem i rewersem tej samej monety, bliźniaczymi braćmi, niezbędnym dopełnieniem) niczym kamienna płyta gniecie opowieść o nastolatce, która musi przejąć anielskie prerogatywy i... stać się własnym aniołem stróżem, ratując jednocześnie od rozproszenia się w niebycie prawdziwego aczkolwiek zdegradowanego anioła stróża.
Sięgnąwszy w Samotności Bogów po wielkie mity ludzkości, Dorota Terakowska kontynuuje swoje poszukiwania eschatologiczne, skupiając tym razem uwagę na pośrednikach między niebem wielkich bogów a światem ludzkim, i jest to zaiste niezwykły wybór autorskich poszukiwań. Zarazem wybór trudny, czego dowodem rozziew pomiędzy baśniowością samego pomysłu fabularnego a ogromnym bagażem wiedzy o aniołach białych i czarnych. Mogę się zresztą mylić. Pewnie znajdą się czytelnicy, do których mocniej przemówią zebrane materiały angelologiczne niż opowieść o okaleczonym niebieskim opiekunie i nieszczęściach jego małej podopiecznej. Tak czy inaczej, każdy czytelnik znajdzie w tej powieści wiele stron wielkiej pisarskiej urody i wiele scen głęboko zapadających w pamięć.
Zostaje jeszcze pytanie o adres czytelniczy. Aczkolwiek bohaterka jest dzieckiem, wahałabym się, czy należy umieścić Tam gdzie spadają Anioły na półce z lekturami młodzieżowymi. Niejednoznaczność literackiego przekazu i konieczność orientacji przynajmniej w podstawach religioznawstwa wskazuje raczej na odbiorcę dojrzalszego wiekiem, a może - intelektem, czytelniczym doświadczeniem. Zastrzegam atoli względność takich podziałów, niech nową powieść Doroty Terakowskiej czyta każdy, kto ceni jej pisarstwo.


Ewa Nowacka
Nowe Książki, 7/99


Poprzednia strona