a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Czerwień

Dorota Terakowska, znana krakowska dziennikarka, od początku związana z "Piwnicą pod Baranami", otwarcie się przyznaje, że gdyby jej w 1981 r. nie "wyrzucono z dziennikarstwa", może nie wzięłaby się za pisanie książek. Sukces tego pisania był prawie natychmiastowy. Wydany w 1989 r. - i niedawno wznowiony - Władca Lewawu od razu został zaliczony do najlepszych książek młodzieżowych lat 80. i trafił do szkolnych lektur. Ta dość prosta współczesna, choć opierająca się na tradycyjnych wątkach baśń, zdradzająca powinowactwa i z baśnią ludową (Maria Kruger Pajęczno), i z fantastyką (Tadeusz Konwicki Zwierzocziekoupiór), a także odkryciami najnowszej fantastyki naukowej, ma w sobie zaskakującą świeżość i siłę. Typowa dla gatunku walka dobra ze złem została z jednej strony skojarzona z problemem totalitaryzmu i zniewolenia, z drugiej zaś ujęta w ramy marzenia o szczęśliwym dzieciństwie, a zamiast tradycyjnego szczęśliwego zakończenia niosła "otwartą" nadzieję.
W dwa lata później, po wielu perturbacjach, ukazała się Córka Czarownic - i znów od razu została doceniona przez krytykę. W 1992 r. była jedną z dwu polskich kandydatek do Nagrody Korczakowskiej, otrzymała Literacką Nagrodę Roku Polskiej Sekcji IBBY, następnie wpisano ją na promocyjną Listę Honorową im. H. Ch. Andersena. W przeciwieństwie do Władcy, Córka jest od początku do końca czystą fantasy; po polsku - baśnią fantastyczną, nowocześniej - fantazją. Gatunek to bardzo popularny na Zachodzie, u nas jednak- jeżeli pominąć powieści o kontekście politycznym z lat 60. - proponowało ją dzieciom niewielu autorów, gdyż mimo pozorów jest dziedziną trudną, wymagającą i wiedzy, i całkowitego utożsamienia się z wymyślonym światem, tak różnym i zarazem tak podobnym do naszego.
Córka Czarownic z nawiązką spełnia te i inne warunki. I chociaż jej akcja może się wydać współczesnemu czytelnikowi, przyzwyczajonemu do "szybkich ujęć", zbyt spokojna i rozwlekła, ma przecież atmosferę, która znikłaby przy żywszym tempie i dzięki której podtekst wychowawczy nie jest ani natrętny, ani zanadto widoczny. Powieść oparta na motywie rzeczywistej i symbolicznej wędrówki i dojrzewania do władzy jest w zasadzie typową Bildungsroman (podobnie jak fantastyczno-metaforyczne utwory Ursuli K. Le Guin). I mimo że jej bohaterkę poznajemy, gdy ma lat sześć, a opuszczamy, gdy kończy osiemnaście, myślimy o niej jak o dojrzewającym w kobietę dziecku, dziewczynce w wieku pokwitania. Symbolika liczb (tak jak kolorów czy kamieni) jest tu również znacząca. Także Bartek z Wfadcy Lewawu, trzynastolatek, wkracza w baśniową rzeczywistość podczas swej "Trzynastej Podróży w Poszukiwaniu Mamy".
Tym samym szczególnym wiekiem może się pochwalić Agata, bohaterka najnowszej powieści Terakowskiej Lustro pana Grymsa. Najnowszej dla nas, w rzeczywistości jednak napisanej przed Córkq i do tej pory nie mogącej ukazać się drukiem. Jej świat to jakby rozwinięcie Lewawu, Agata zaś to dojrzalsza "wersja" Bartka. Posiadaczka płomiennorudych włosów i kilku innych znamiennych cech mogłaby być również małą czarownicą, tyle że współczesną. Jak się jednak okazuje, nie do końca.
Lustro, opromienione sławą swych poprzedniczek, zwłaszcza Córki, i drukowane w odcinkach w "Gazecie Wyborczej", od początku budziło nadzieje - aż w końcu ukazało się nakładem "Naszej Księgarni". Z ładną kolorową okładką i sympatycznymi, chociaż czarno-, a właściwie szaro-białymi ilustracjami Ewy Salamon. Jego oprawa plastyczna różni się od prześmiewczo karykaturalnej wersji Bohdana Butenki z "GW", ale czy na korzyść? Jest elegancka, wysmakowana, lecz - podobnie jak obrazowi widzianemu w tytułowym lustrze - "czegoś jej brakuje". Silniejszego akcentu, zdecydowanego koloru?
W porównaniu z Władcą, Lustro ma w sobie dużo więcej z fantazji niż z baśni. I chociaż mieszkańcy Lewawu i Koralu, na które szczególnym trafem znalazło się przejście z naszej rzeczywistości, a także sytuacja, w jakiej się znajdują, są do siebie dziwnie podobne, Lustro sięga do głębszych warstw świata przedstawionego, operując tym razem nie metaforą, lecz symbolem.
Zwierciadło (podobnie jak książka w Nie kończącej się historii Endego) to w istocie obraz, "dzieło otwarte", zmieniające się w zależności od tego, kto i w jakim celu w nie patrzy, lecz ułomne - jak każdy utwór, któremu brak zakorzenienia w rzeczywistości. Tutaj tą ułomnością jest nieobecność czerwieni, przez kolor krwi kojarzącej się przede wszystkim z życiem. Agata wydaje się szczególnie predysponowana do uzdrowienia tego kalekiego świata dzięki swej płomiennej czuprynie, ale nie tylko. Rude włosy zawsze były atrybutem czarownic i rzeczywiście dziewczynka ma pewne cechy inności. W dzisiejszych "betonowych" czasach nie są one jednak czymś ani specjalnie ważnym, ani użytecznym; obdarzona intuicją i poczuciem dziwności istnienia Agata stała się więc artystką, a mówiąc ściśle - malarką in spe. Wszystko to zostało dodatkowo wzmocnione przez jej magiczny wiek. Stanowi on nie tylko granicę miedzy dzieciństwem a dorosłością, lecz także nieograniczonym światem imaginacji a zwykłą rzeczywistością. Magia zaś nigdy nie działa w jedną stronę. Podróż Agaty na planetę Koral przywraca baśniowemu światu odebrane wraz z czerwienią życie, lecz także ją samą wzbogaca o tę barwę. W rzeczywistości bowiem dziewczynka wcale nie jest świadoma jej znaczenia; przez długi czas, choć przekonana o dziwności krajobrazu, "nie mogła (...) dociec jej przyczyny. Łqka wydawała się z pozoru tq samą laką, miała jednak jakby zmienione barwy". Dopiero pod koniec powieści, po licznych "uczących" przygodach i znakach, dochodzi do nieśmiałego przypuszczenia, że "może kolor czerwony jest nie tylko ozdobą, ale i esencją życia". Gdy wróci, wiedza ta będzie już częścią jej życia. Należy mieć nadzieję, że nie tylko artystycznego.
Brzmi to wspaniale; nie wydaje się też, żeby literatura dla dzieci zbyt często podejmowała problemy tak głęboko sięgające do archetypów naszej kultury. Tym bardziej że, podobnie jak Władca i Córka, Lustro porusza temat władzy, zniewolenia (z ciekawym zaznaczeniem roli artystów) i wolności. Kolor czerwony to przecież tak- że, między innymi, symbol władzy i walki, i wolności. Oraz, naturalnie, emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Znaczenia te zostały w książce zasygnalizowane - jednak w sposób nie do końca satysfakcjonujący. Wszystkie powieści Terakowskiej traktują, mówiąc ogólnie, o skutkach braku czegoś: poczucia tożsamości, uczuć, wyobraźni. Książce o nieobecności czerwieni (życia, wyobraźni, uczuć...) brakuje właśnie tego "drobnego elementu": głębi i wielowymiarowości symbolu.
Lustro będąc historią wędrówki, powinno być też historią dojrzewania bohaterki. Agata zaś jest od początku postacią właściwie już ukształtowaną i choć podróż uczy ją (trochę) pokory i otwiera oczy na otaczający świat, nie widzimy, by z dziecka uczyniła ją dziewczyną. Jedyną rzeczą, która się w niej naprawdę rozwija, jest wrażliwość estetyczna. Dziewczynka ma do spełnienia ważną misję, lecz w swym działaniu kieruje się wyłącznie intuicją (w dodatku nie zawsze trafnie) i często bezwolnie pozwala unosić się wydarzeniom. Zakończenie, w którym opiekunowie planety wyjaśniają rolę Agaty, zaskakuje ją samą.
Może za wiele się po niej i po jej magicznej wędrówce spodziewaliśmy. W końcu lustro jest przejściem, lecz przede wszystkim obrazem, który każdy musi namalować sam. Czerwona nitka biegnie to tu, to tam; ważne, by ją znaleźć i zgrabnie przeprowadzić do wyjścia. Nie zawsze jednak jest to proste. Czerwień to nie tylko pozytywy. Nie tylko miłość, lecz i nienawiść; wolność, lecz i wojna; życie i śmierć. Wprawdzie z książki wynika, że władza ma dwie strony, dobrą i złą, a dawanie życia wiąże się z cierpieniem - ale chyba niewiele więcej. Może obraz zniewolonego świata byłby wiarygodniejszy, gdybyśmy wiedzieli, że jego mieszkańcy nie poddali się dobrowolnie, lecz zostali do tego zmuszeni siłą? Może przemiana Agaty, a wraz z nią ujarzmionego ludu, przekonałaby nas bardziej, gdyby przedtem pokazano nam ich symboliczną śmierć?
Czerwień bez swego „złego" aspektu jest niepełna. Stąd Lustro zamiast tajemnicy ofiaruje nam niedomówienie, zamiast magii - intuicję, zamiast wiedzy - jedynie rozwiązanie zagadki. Oczywiście od utworu literackiego, zwłaszcza przeznaczonego dla dzieci, trudno wymagać wyczerpującej i wielowarstwowej interpretacji symbolu. Lecz - jak piękny obraz z magicznego lustra - mógłby być bardziej wyrazisty. Zapewne też zyskałby na sugestywności, gdyby, prawem kontrastu, mniej skupiał się na malowaniu nastrojów i barw, a bardziej na żywej akcji i szczególe. Język symboli jest wystarczająco enigmatyczny. Wszystko to jest trudne. Ale Terakowska udowodniła, że świetnie radzi sobie nawet z najtrudniejszymi tematami; przykładem chociażby później napisana Córka. Fakt, że Lustro ukazało się po niej, działa na jego niekorzyść. Tymczasem poruszony w nim wątek jest szczególnie oryginalny i interesujący. Może wróci w następnych utworach pisarki.


Zofia Beszczyńska
Nowe Książki 4/96


Poprzednia strona