a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Kot w królestwie tarota

Mottem do tej książki jest znany wiersz Adama Zagajewskiego "Co godzinę wiadomości". Zbudowany na opozycji: tu "radio podaje co godzinę wiadomości" - tam "po ogrodzie mokrym od deszczu spaceruje maty szary kot". Z jednej strony cywilizacja i polityka, z drugiej zwyczajne i niezależne od ludzkich spraw życie natury. Poprzednia książka Terakowskiej - "Córka czarownic" (1991) - aczkolwiek baśń, mówiła o świecie wiadomości. Obecna mówi o świecie kota. Charakterystyczna zmiana perspektywy, dotycząca zresztą nie tylko pisarstwa Terakowskiej.
Pytacie, dorośli czytelnicy, kto to Terakowska? Dziennikarze wiedzą: doskonała publicystka, reporterka. Ale chłopcy i dziewczyny między 10. a 18. rokiem życia wiedzą jeszeze więcej - że kilka lat temu pojawiła się znakomita autorka książek z gatunku fantasy, którym patronuje niezła para klasyków: Ursula Le Guin i J.R.R. Tolkien. "Córka czarownic" (od 1994 na Światowej Liście Hansa Ch. Andersena) była typową antyutopią, Orwell byłby usatysfakcjonowany. Opowiadała o wyzwoleńczych marzeniach pewnego dobrego ludu trzymanego w niewoli przez lud rozbójniczy.
"W Krainie Kota" naprawiają się nieszczęścia nie zawinionej samotności. Oto zakochanemu młodemu małżeństwu rodzi się dziwny chłopczyk. Matka zjadła wcześniej tajemniczy korzeń z ogródka... 0bok dziecka pojawia się równie dziwny kot... Odtąd akcja będzie się rozwijać na równoległych planach jawy i snu. Na jawie wszyscy wyglądają jak zwykła rodzina. We śnie przenoszą się do Krainy Kota, która okazuje się ucieleśnionym, mistycznym Królestwem Tarota. Między oboma światami nawiązują się coraz bardziej skomplikowane zależności... Matka, niegdyś podrzutek z domu dziecka, okazuje się córką... Ale nie, dalej to już trzeba samemu. Kto czytał Tolkiena albo choćby "Ptaśka", ten wie, że są to książki dla młodzieży do lat 98. Nie inaczej powieści Terakowskiej.


Tadeusz Nyczek
Gazeta Wyborcza, 16.01.97


Poprzednia strona