a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Mądra kobieta pyta mężczyznę o...

Gdy mądra, doświadczona kobieta spotyka mądrego mężczyznę, który na co dzień bada naukowo i leczy ludzką psychikę, to o czym rozmawiają? Nie, na szczęście nie o wpływie polityki na nasze życie, nie o narodowych przywarach i swarach, nie o bohaterach tzw. sceny politycznej! Rozmawiają o kobietach i mężczyznach.

O tym, jak ze spotkania dwojga ludzi powstaje trwały (lub kruchy i nieudany) związek. Jak w tym związku przychodzi na świat dziecko – co do niego wnosi, czym i jak zagraża, jak modyfikuje więź uczuciową, plany na przyszłość, relacje z własnymi rodzicami. Jakie są rzeczywiste potrzeby i nasze o dziecku wyobrażenia. Jak budujemy rodzinę, uczymy się nowych ról i obowiązków, rośniemy razem z dziećmi. Jakie niepokoje i konflikty przeżywamy w związku z tym, dlaczego nie zawsze wychodzimy z nich obronną ręką. Co sprawia, że tak trudno i boleśnie pokonujemy progi między młodością a dojrzałością, między wiekiem średnim a starością. Co się z nami dzieje, gdy nasze dorosłe pisklęta opuszczają gniazdo, gdy musimy rozstać się z pracą zawodową, pogodzić z samotnością, z nieuchronnością śmierci. Jak sobie pomóc?

Tyle głównych wątków (w telegraficznym skrócie) zawierają dwa tomy rozmów Doroty Terakowskiej z Jackiem Bombą, zatytułowane "Być rodziną". Ale równie ważny (ważniejszy nawet?) jak sam temat, jest sposób, w jaki został on potraktowany. Myślę o mądrości życiowej, wiedzy naukowej i kulturze obojga rozmówców. Mamy oto sześćset stron dialogu, który angażuje uwagę i trzyma w napięciu, jak najlepsza powieść, którą zamykamy z żalem, że się skończyła. Co uważamy za najlepszą powieść? Taką książkę, gdzie odnajdujemy ujęte w literackiej formie prawdziwe wątki i smak autentycznego życia - trudne pytania, dramatyczne wybory, uniesienie, towarzyszące chwilom szczęścia albo rozpacz po nieodwracalnej stracie. W takim sensie powieścią jest książka Terakowskiej i Bomby, chociaż trzymając się formalnego nazewnictwa, należałoby mówić o książce popularno - naukowej.

Ale nie dajmy się zwieść formie! Książek, traktujących o rodzinie, a pisanych z pozycji popularyzatorskich, wychodzi dość dużo, wszystkie one są jednak z zupełnie innej półki. Powiem wprost, co mam im do zarzucenia: jedne są nacechowane akademicką sztywnością, inne zaś natrętnie moralizatorskie, zideologizowane. Jedne i drugie - nudne. Ich autorzy nie potrafią nawiązać emocjonalnego kontaktu z czytelnikiem. Pierwsi zniechęcają demonstracją rzekomej przewagi intelektualnej (trudno ją wyłuskać z pancerza strasznej, koturnowej polszczyzny), a drudzy budzą nieufność człowieka myślącego, ponieważ ich celem nie jest popularyzacja wiedzy tylko indoktrynacja. Mówią, że to i to jest słuszne, bo zgodne z doktryną - wszystko inne zasługuje na odrzucenie i potępienie (jako złe, zboczone, niemoralne, itd.). Takie książki wzbudzają w ludziach lęk, że akurat oni - słabi, błądzący - są z góry skazani na niepowodzenia, niezdolni do sprostania życiowym rolom, nieudaczni, niegodni dobrego życia.

Książka Terakowskiej i Bomby nie ma literalnie nic wspólnego z tym, o czym wyżej. Przeciwnie - dodaje otuchy. Pokazuje życie rodzinne w całej jego złożoności, ze wszystkimi trudnościami, ale pokazuje też potencjalne piękno, które kochający się ludzie mogą wymodelować we wspólnej codzienności. Nie ocenia, nie wartościuje, niczego autorytatywnie nie narzuca - a jednak pozwala odróżnić dobro od zła. I mimowiednie zachęca do pracy nad sobą. Autorzy dowodzą, że można radzić sobie lepiej i jeszcze lepiej, to kwestia poznania siebie i bliskich, otwarcia się na ich potrzeby i uczucia. A jakże piękną, bogatą, literacką polszczyzną jest to wszystko napisane!

Terakowska i Bomba po prostu rozmawiają. W pierwszym tomie o narodzinach, dzieciństwie i młodości, w drugim - o rodzinie w wieku dojrzałym i o schyłku naszego życia. A rozmawiają tak frapująco, że z tego dialogu wyłania się zbiorowa saga rodzinna. Każdy z nas, czytelników, odnajduje w niej własne wątki, wyimki własnej życiowej historii. Dzięki temu jakby na nowo poznajemy siebie i swoich bliskich - tych obok i tych, którzy już odeszli. Rozumiemy więcej i lepiej. Mądrzejemy.

Jedna strona zawartego w książce dialogu, kobieta, to zmarła niedawno krakowska dziennikarka i pisarka. "Być rodziną" stała się więc podsumowaniem jej życiowego dorobku. Terakowska nie tylko dociekliwie pyta, ale pozwala sobie też na zabieg bardzo ryzykowny: przedstawia sytuacje z własnych przeżyć żony i matki, oczekując komentarza. To osobiste "wybebeszanie się" nie ma jednak nic z ekshibicjonizmu, nic z ostentacji. Ono pomaga czytelnikowi zwrócić się ku własnym przeżyciom, poczuć się uczestnikiem swoistej wymiany wspomnień. Drugiej stronie tego dialogu, mężczyźnie, otwartość interlokutorki jest też bardzo pomocna. Profesor akademicki, znany psychiatra i psychoterapeuta, odnosi te indywidualne przeżycia do szerszego kontekstu, wskazuje na ogólniejsze prawidłowości lub stereotypy, którymi spętana jest także rozmówczyni. Dialog sięga od psychiatrii do filozofii, od genetyki do antropologii. Ale przez cały czas jest zrozumiały i angażuje uwagę każdego odbiorcy, niezależnie od posiadania lub braku wiedzy z wymienionych nauk. Bo książka jest o życiu, a w nim wszyscy mamy swój udział.


Ewa Nowakowska
Czytelnia.onet.pl


Poprzednia strona