a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Felietony do Elle



Potwór sezonu ogórkowego

Jeśli to sierpień - jestem na Mazurach. Jeśli to lato i sezon ogórkowy - nadeszła pora na potwory. Jeśli szukacie potwora - potwór to ja.

Co roku latem upycham do auta komputer. Co roku trochę piszę, trochę gram, czytam, pływam, słucham jak rośnie trawa, patrzę jak płyną chmury i jak bez wdzięku szamoczą się we wodzie 30-latkowie z piwnymi brzuchami. Trochę rozwalam się na leżaku i udaję, że się nie opalam.

- Dlaczego się opalasz, wszędzie piszą, że to niezdrowe - ostrzega co roku mąż, stojąc przezornie w cieniu, a ja co roku odpowiadam:
- Ja tylko leżę w słońcu i się relaksuję. A jaki mam wysoki filtr! - dorzucam, przypominając sobie, że krem z filtrem nr 20 leży w szafce. Na razie mam w głowie bardzo mocny filtr, numer co najmniej 2692, bo na wakacjach filtruję wszystko, co utrudnia mi odpoczynek i pracę. Każdego roku wypoczywam, a równocześnie zaczynam albo kończę nową powieść. I co roku, od 13 lat, do naszego mazurskiego domu zwala się towarzystwo, nasze lub naszej córki Małgosi i czy się chce, czy nie, wieczorem trzeba ugotować gigantyczny gar zupy, na 10-12 osób, aby po kąpieli i relaksie z filtrami wszyscy mogli coś zjeść.
- Wystarczy byle co, to przecież wakacje. Ziemniaki, kwaśne mleko, kromka chleba... - mówią ochoczo o 10 rano, a około 14 stają na werandzie i ruszając nosami, pytają z zaangażowaniem: - Co to za zapachy? Czy to nie ogórkowa? Uwielbiam ogórkową...
- Taaa...- odpowiadam z leżaka i dorzucam: - Obiad o 16, bo mięso twarde, idźcie do wody, muszę mieć chwilę ciszy.

Leżę i myślę nad książką. O 16-ej oni ochoczo i ze szczękiem rozstawiają talerze i malowniczo rozrzucają łyżki. O 16.15 są już nerwowi. O 16. 20 zaczynają łykać zupę. O 16. 25 zawsze - ZAWSZE! Jeden z nich, ten najlepiej wychowany przez mamusię, mówi przymilnie: - Mogę prosić repetę? - i uśmiecha się rozkosznym uśmiechem jedynaka. Ten uśmiech na mnie nie działa. Nigdy nie działał. Więc odpowiadam: - Nie będziesz zjadał trzech talerzy zupy, którą w pocie czoła gotowałam cały wczorajszy, upalny wieczór, zamiast pisać książkę lub grać w "Diablo”. Nie dostaniesz też repety drugiego dania. Zrobiłam obiad na trzy dni, bo wtedy złapię 48 godzin odpoczynku od gotowania. Możecie jeść, ile dusza zapragnie, chleba z serem i pomidorami.

Dobrze Wychowany Chłopiec ZAWSZE mówi wtedy z wyrzutem:
- Przecież ja chciałem sprawić pani przyjemność!
- Jaką? - pytam, z pikantnym filtrem nr 148, który grubo rozsmarowuję na moim dobrym wychowaniu.
- No...no że jest pani świetną gospodynią. Myślałem, że sprawi to pani satysfakcję - oznajmia Bardzo Dobrze Wychowany Chłopiec, który zapewne równie znakomicie wychował własną matkę, obklejając ją filtrem nr 429, złożonym z samych pochwał:"Mamusiu, jaka pyszna zupa...mamusiu, jak pięknie wyprałaś skarpetki... Mamusiu, wyprasuj koszulę...Mamusiu, śniadanie na 8.30, najlepiej do łóżka.". Wkrótce będzie mówił tak do żony.

Rozsmarowuję starannie filtr nr 656, złożony z piekącej szczerości i łagodnego feminizmu:
- Ugotowanie zupy nie daje mi żadnej satysfakcji, zwłaszcza w temperaturze plus 30 stopni na dworze i plus 45 w kuchni, bo w tym w czasie mogłabym coś pisać, czytać, albo posiedzieć na werandzie i pogadać, popijając czerwone wytrawne. Bo to nie są tylko wasze wakacje, to są także MOJE wakacje. I nie mam ambicji bycia dobrą gospodynią. Mam ambicje być fatalną gospodynią - oznajmiam, a oni patrzą na mnie z rosnącą zgrozą. "To ma być matka, to ma być żona, to ma być pani gościnnego domu..." - czytam w ich niewinnych, niebieskich, męskich oczach (nawet gdy piwne, i tak są ZAWSZE niebieskie i niewinne).
- Jak zwykle jesteś potworem! - chichocze moja córka i prycha zupą ogórkową. - Jestem i daje mi to satysfakcję, nie tylko latem - wyjaśniam Bardzo Dobrze Wychowanemu Chłopcu.

Wstaję z leżaka i idę po filtr nr 20. Niech sobie poleży w trawie, może trawa nie zżółknie, choć wszystkimi ścieżkami już skrada się jesień? A w jesieni - jeśli jeszcze ich nie macie - zaopatrzcie się w całoroczne filtry, chroniące przed próbami rozmiękczania waszego człowieczeństwa metodą "na Matkę Polkę", która ma zadbać o wszystkich, choć o nią nikt nie dba. Bądźcie potworami, nie tylko w sezonie ogórkowym. Róbcie swoje, a do całej reszty zaganiajcie też dzieci, mężów, gości.

...owszem, jednemu mazurskiemu gościowi dałam trzy talerze zupy i repetę drugiego dania. Ale wtedy, gdy gotowałam, on wyprasował mi dwie bluzki, zrobił małą przepierkę i oczyścił rynny z zeszłorocznych śmieci. A potem relaksowaliśmy się w słońcu, z filtrami nr 20 schowanymi w szafce.


Kolejna strona Poprzednia strona