a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Felietony do Elle



Facet z parasolem

Zabawna historia z tym światkiem telewizyjnych reklam... Nie chodzi o to, co reklamują, ale jak to robią. Zwróćcie uwagę, bo warto. Na pierwszym planie zawsze i obowiązkowo jest produkt - i mamy tu fruwające tabletki, skaczące puszki, mówiące muszle klozetowe, samochody jak tygrysy i siedmiomilowe adidasy. Ale nie one mnie intrygują, lecz drugi plan. Drugi plan reklam odruchowo rejestruje to, co dzieje się w rzeczywistości. A dzieje się sporo. Zmienia się nie tylko moda, makijaże, modelki, modele - ale i obyczaje. Zmieniają się wprawdzie powoli, ale możemy być dumne z własnej skuteczności - my, kobiety, bo przecież nie oni, szalenie męscy twórcy reklam TV. To my zmieniamy rzeczywistość, a oni nie mogą nas lekceważyć, skoro adresują do nas te kolorowe spoty.

A jakież to zmiany widzimy na tym drugim planie? Na przykład z pewną taką ospałością, ale zaczął zanikać obowiązkowy wcześniej sposób reklamowania produktu, po którym kurki u wanny porażają niepokojącą czystością (wiecie, że obsesja utrzymywania sterylnej czystości grozi alergiami?! ). Otóż Polka, która w pierwszej serii tych reklam pucowała te kurki do oporu - niemal zawsze na widok ich lśnienia doznawała stanu, zbliżonego do orgazmu. I wszystko było jasne: sensu istnienia tych kobiet nie determinował udany związek uczuciowy, życie zawodowe czy rodzinne - lecz lśniące kurki. Fetyszystki...? Możliwe. Kilkanaście milionów fetyszystek w jednym niedużym, w dodatku chrześcijańskim kraju...? Niemożliwe. A jeżeli nawet fetyszystki, to dlaczego wybierają armaturę, skoro jest tyle milszych i poręczniejszych gadżetów?

Ktoś bardziej inteligentny zorientował się w końcu, że coś tu nie gra i powolutku, z refleksem żółwia, wprowadzono do "domowych" reklam facetów. Nigdy ich nie było w takiej roli - a są. I co dzień przybywają nowi. I już potrafią dokonać tak zdumiewającej sztuki, jak wypranie dżinsów i skarpet w automatycznej pralce, a nawet czyszczą te kurki i muszle. Jednak - w przeciwieństwie do kobiet - jakoś nie wpatrują się z miłośnie obłąkanym wyrazem twarzy w te obiekty podejrzanej adoracji. Czyszczą je mimochodem i z umiarkowanym wysiłkiem. Jawią się przy kurkach jako figlarze, którzy wyczyścili wszystko zanim przyszła teściowa, a nawet zdążyli przejrzeć gazetę. Nieszczęsne "reklamowe" kobiety wkładały w to całe serce i wszystkie zapasy erotyzmu, chowane na czarną godzinę. Różnica, jak widać, dość istotna. Reklamowych spotów, pokazujących wciąż rosnący udział mężczyzn w zajęciach domowych nie tylko przybywa, ale można je uznać za zdrową reklamę społeczną. W dodatku inteligencja tych Schwarzeneggerów reklamy wciąż rośnie, bo potrafią już nie tylko wyprać i wyczyścić, ale bezbłędnie wlewają wrzątek do kubka z proszkiem na zupę (dzięki automatycznym czajnikom wiedzą jak wygląda wrząca woda); nie przypalają gotowców w mikrofalówce, lecz nawet zdobią je zieleniną (pietruszka już im się nie myli z asparagusem); sztuczną śmietaną w aerozolu bezbłędnie trafiają w środek sztucznego tortu, a nie na podłogę.

Twórcy reklam nie tylko wykazują zmysł obserwacyjny wobec zmian, zachodzących w relacjach kobieta-mężczyzna - ale nawet zaczęli tępić facetów macho. A przecież to właśnie macho, obok produktu, byli głównymi obiektami reklam. To im kobiety podawały na klęczkach zupę w proszku, im prały koszule i T-shirty, dla nich czyściły te kurki i muszle (facetom macho dorównują tylko niemowlęta, równie bezwzględne w egzekwowaniu tego, co im się należy, ale niemowlętom nadal na to pozwolimy).

Dziś facet macho jest postacią, obsadzaną w reklamie wyłącznie w roli komicznej. Dopada małego, by mu wyrwać chrupki; zostawia dziewczynę na deszczu, aby osłonić parasolem samochód; od obowiązków domowych wieje na piwo z kumplami, choć brzuch piwny rośnie mu w tempie, w jakim markowy zegarek odmierza czas (im droższy, tym szybciej i dlatego faceci z najdroższymi zegarkami zawsze potwornie się spieszą).

Reklamy powolutku zaczęły stawiać na partnerskie układy. Nie sądzę by wymyślili to mężczyźni, którzy je kręcą i kleją. Po prostu rzeczywistość wdziera im się w kadry, czy tego chcą, czy nie. Jeśli od reklam sprzed paru lat wiało patriarchatem kopalnym z epoki brązu - to dziś już mamy balejaż. A będzie jeszcze lepiej.

I już tylko - jako ikona bezpowrotnie minionego czasu - na którejś z reklam wciąż będzie trwać facet z parasolem, idiotycznie rozpostartym nad samochodem, a jakaś pojedyncza, zmutowana kobieta nadal będzie przeżywać stany uniesienia na widok lśniących kurków. Ale to nie my - prawdziwi partnerzy w deszczu i w domu.


Kolejna strona Poprzednia strona