a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Drobiazgi miłe pamięci


Jestem nocnym markiem.

Chadzam spać o godzinie 3 w nocy, wstaję około 11. Długo się tego wstydziłam, nie każdy umiał zrozumieć, że lubię w nocy pracować, w ogóle niewielu docenia prace umysłową, raczej mawiają "tobie to dobrze, nic nie robisz, śpisz sobie ile chcesz, a ja... "Jestem dzieckiem PRL - wzorcem miał być proletariat, klasa robotnica, która wstawała o 5 albo 6 i jechala o 6 albo 7 tramwajem do roboty, a ja śpię. Wbijano mi do głowy, że to wstyd, więc w pewnej chwili zaczęłam to ukrywać. Ale miałam fatalny telefon - nie na gniazdko do wyjmowania, który wyłącza się na czas snu, ale taki którego nie dało się wyłączyć, chyba ze przez odłożenie słuchawki, co z kolei go zawieszało. A komórek jeszcze nie było, przynajmniej nie w Polsce.

Jeszcze wtedy żyła moja mama i ja wpadłam na pomysł, że jeśli ktoś zatelefonuje rano, to ja udam głos mojej mamy. Odpowiednio swój glos postarzę i chrypiąc, pokasłując, będę mówić: "Przepraszam, córki nie ma w domu, jest w pracy, proszę zadzwonić za 3 godziny". No i pomysł absolutnie wypalił. Półprzytomna mamrotałam o nieobecności córki i spałam dalej. Do momentu, gdy nie zatelefonowała pewna moja gorąca wielbicielka, która na oświadczenie, ze corki nie ma w domu, powiedziała radośnie:
- Ależ ja z przyjemnością porozmawiam z mamusią Doroty Terakowskiej! Zawsze marzyłam by poznać także mamusię! A my, dwie starsze panie, jak słyszę po glosie, wspaniale się porozumiemy...".I porozmawiała. Rozmowa trwała około trzy kwadranse, od godziny 7.30 do 8.15 rano. Pani starannie wypytywała o moje dzieciństwo, jak wyglądałam jako dziecko, w co lubiłam się bawić, czy byłam dzieckiem przyjemnym ...- "okropnym" odparłam, marząc że w końcu zniechęcę tą panią, ale pani nadal pytała - czy mamusia jest ze mnie dumna, czy mamusia chciała abym pisała, potem zaczęła opowiadać o swoim dzieciństwie, wypytywać o dzieciństwo mamy, i tak dalej...Już wiedziałam, że gdybym nie udawała mojej mamy, ta rozmowa trwałaby może 3 - 4 minuty, kilka zdawkowych grzecznych zdań. Ona - że lubi to co moja pisze, a ja, że bardzo mi miło. Potem ona o pogodzie, o zdrowiu, a czy łamie panią na deszcz? A fronty atmosferyczne? A dietka? W pewnym wieku już jest ważna... W dodatku przez te 3 kwadranse cały czas musiałam już konsekwentnie chrypieć, pokasływać i udawać starszą niż jestem, aby moja perfidia nie wyszła na wierzch.


Poprzednia strona