a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Drobiazgi miłe pamięci


List z pomnika

Owszem, jestem na pomniku Piwnicy Pod Baranami, odsłoniętym równo rok temu - i co z tego? Jego rzeźbieniu towarzyszyły kąśliwe prasowe teksty o tym, że: piwniczanie kłócą się, kto ma tam być; wywierają naciski na Bronka Chromego, donosząc, że jedna pani źle się prowadziła, a pewien pan ma czwartą żonę; ale Chromy autokratycznie decydował czyja głowa znajdzie się wśród tych pięćdziesięciu (wszystko prawda, a nazwano to "łowy na głowy"). Ale najbardziej bulwersował pomysł stawiania pomnika żywym. Tymczasem wielu z tych, których głowy na nas patrzą, już przeszło na drugą stronę - Wiesiek Dymny, Andrzej Bursa, Piotr Skrzynecki, Janka Garycka, Jerzy Turowicz, ostatnio Krzyś Litwin. A gdy wszyscy tam przejdziemy - pomnik zyska społeczną akceptację.

Jak się patrzy z Pomnika? Podobnie jak z ziemi, choć trochę dalej. Ja patrzę w 1956 rok. Bowiem rok obecny to huczny jubileusz 45-lecia Piwnicy, obfitujący w wydarzenia (m.in. bal w Pieskowej Skale, Druga Iluminacja Pomnika, Raut Samolotowy na 700 gości, we wrześniu wielki Koncert Dla Piotra, a przez cały czas długi film dokumentalny, kręcony przez Antka Krauzego, z inicjatywy Krysi Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy).

Jeśli w 1956 roku przynależność do Piwnicy wymagała pewnej odwagi - dziś jest to swoisty zaszczyt, o który ubiegają się młodzi artyści. Jeśli 45 lat temu szaleni amatorzy pokazywali w kabarecie to, czego nie umieli i to "nieumienie" doprowadzili do artystycznych wyżyn - to dziś w kabarecie są profesjonaliści i gwiazdy, a droga z niego wiedzie do kariery światowej, radia i telewizji, na estrady, festiwale i listy przebojów.

...więc gdy na jeden z jubileuszowych bali przyjechała pierwsza piwniczna muza, Kika Lelicińska, to z rozpaczy, że nikogo nie zna, wskoczyła na fortepian i zatańczyła. Młody pianista patrzył na nią, jak na zwariowaną starszą panią i nie wiedział, kim jest (tak jak nie rozpoznał patrzącej na to Ludki Bursowej, żony Andrzeja, mimo że wielbił jego poezję).Bowiem z Piwnicą jest tak, jak w jej szeroko znanym hymnie: "Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko, na paluszkach..." - i my, starzy piwniczanie, wiemy, że jest to naturalny proces. My odchodzimy, przychodzi pokolenie naszych dzieci. I nikogo to nie boli. Przeciwnie, jesteśmy dumni z jedynego kabaretu, który trwa 45 lat, z tej Piwnicy, która dziś - w dobie, gdy piwnic z wódką i kabaretami są tysiące - była tą jedyną i pierwszą; z Piwnicy, która wytworzyła szczególny gatunek inteligenta, który wciąż - gdy coś robi - to od dużych pieniędzy woli dużą satysfakcję.

Zatem powolutku przechodzimy sobie na tę drugą stronę, coraz bardziej uwiarygodniając nasz Pomnik.


Poprzednia strona