a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


Wszystko odwrócić


Dorota Terakowska - spotkanie - Jesteś żywym przykładem pisarskiego sukcesu ostatniego dziesięciolecia. Trzy razy nagroda "Książka Roku" przyznana przez Polską Sekcję IBBY: za "Córkę Czarownic" - w 1992, "Samotność Bogów" - w 1998 i "Tam, gdzie spadają Anioły" w 1999; Mały Dong, czyli nagroda dzieci w konkursie na "Bestseller Roku" 1995 dla "Lustra pana Grymsa"; "Córka Czarownic" na międzynarodowej Liście Honorowej im. Andersena; uznanie krytyki i czytelników...

- Wydaje mi się, że jest w tym rodzaj niezwykłego szczęścia, iż moje książki zostały dostrzeżone i docenione, W końcu mogły "umrzeć" już na ladzie księgarskiej. Traktuję to jako dar od losu.

- Czy możesz zdradzić, na czym polega Twoja "osobność" ?

- Każdemu piszącemu grozi możliwość bezwiednych zapożyczeń, zwłaszcza gdy kreuje światy baśniowe, bo w zasadzie wszystkie baśnie już zostały napisane. Jeszcze przed Córka Czarownic zdałam sobie sprawę, że dla mnie niezwykle ważny jest własny pomysł, pewność, iż nie został on od nikogo wzięty, inaczej będę powielać istniejące schematy. I udaje mi się takie pomysły znajdować. Dlatego zaniepokoiły mnie ostatnie głosy o równoległości poszukiwań pisarskich Jostena Gaardera i moich; a ja go specjalnie nie czytam, żeby tego uniknąć.

- Ale to ciekawe, że nagle pojawiło się dwoje pisarzy mówiących o podobnych sprawach.

- Może oboje czujemy, że do badania świata potrzeba innych narzędzi niż tylko naukowe? Postęp cywilizacyjny jest tak błyskawiczny, że nasz mózg za nim nie nadąża. Pomóc nam może zwrot ku sferze duchowej i ku filozofii. Ale u mnie jest najpierw opowieść, z której wynika pewna filozofia, i sama nie zawsze wiem. jaka ona będzie - a jak czytałam w recenzjach, u Gaardera jest najpierw filozofia, a do niej dostosowana fabuła.

- Jaki jestTwój stosunek do tradycji literackiej ? Widać u Ciebie wpływy Andersena.

- Andersena i Grimmów. Dostrzegam u nich wiedzę o świecie, która wyczerpuie wszystko, co o nim chcemy wiedzieć. Tam jest mnóstwo okrucieństwa; i to okrucieństwo precyzyjnie i wyczerpująco opisuje nasz świat. Wszystko tam jest. Cała nasza wrażliwość i gotowość do miłości - i do nienawiści czy agresji. Dzięki baśni szybciej wchodzi się w świat taki, jaki on naprawdę jest: piękny, ale okrutny. Wielu autorów dziecięco-młodzieżowych chce koniecznie zaspokoić naturalne zapotrzebowanie każdego dziecka na happy end. Tymczasem ja mam uczucie, że gdyby pojawił się on u mnie, nieobwarowany żadnym znakiem zapytania, wątpliwością, to ja bym dziecku skłamała. Dlatego moje zakończenia w książkach to unikanie klasycznych rozwiązań, a zwłaszcza łatwych happy endów.

- Ale baśnie - a Ty piszesz baśnie - mają szczęśliwe zakończenia.

- Baśń to jest po prostu ciekawa opowieść; i w tym znaczeniu moje powieści są baśniami. Ale jest to także opowieść zmierzająca ku zakończeniu, które otwiera możliwość na nową opowieść. Wątek baśniowy jest zawsze u mnie najważniejszy. Najlepiej czuję się w wątkach baśniowych, bo przecież pojawiają się też realistyczne.

- Rzeczywiście Twoje baśnie są nietypowe; wprowadzasz do nich dziwne postacie, plączesz watki, igrasz z czasem i przestrzenią.

- ...na przykład biorę istniejące bóstwa czy nawet postacie historyczne i przetwarzam je w dość dowolny sposób, jak Światowida, Królową Śniegu albo Joannę d'Arc. Zabrałam Andersenowi Królową Śniegu do Samotności Bogów, bo doszłam do wniosku, że tam pasuje; ale z drugiej strony ona przecież już funkcjonowała w naszej świadomości tak samo jak postacie mityczne. Bardzo lubię sięgać do gotowej, zastanej sytuacji, mitu, opowieści - i wszystko w niej odwrócić. W powieści, która piszę w tej chwili, pierwsza zostanie stworzona Ewa. Ale nie dlatego, że stawiam kobietę wyżej, tylko że odwracam pewien mit. Wszystkie wierzenia są niesłychanie nośne i twórcze.

- Czy to jest Twoja tradycja literacka?

- Moja tradycja literacka jest szukanie. W jednym z ukochanych snów jestem w potężnym, zniszczonym kamiennym domu o niepoliczalnej ilości pomieszczeń; są tam meble, szafy, sekretarzyki, tapczany, skrytki, szuflady; ja chodzę i je otwieram; wiem, że przez całe życie nie zdążę ich poznać. To jest mój labirynt, w którym się czuję szczęśliwa i wcale nie chcę z niego wychodzić. Ta niewyobrażalna ilość książek, których nie zdążymy przeczytać, utworów muzycznych, obrazów. miejsc na świecie... to jest fascynujące. Powieść to również labirynt.

- Za labirynt można też uznać system kart tarota.

- Pisząc W Krainie Kota wiedziałam, że tarot ma tam odegrać bardzo ważną rolę. ale dopiero później pojawiła się u mnie myśl, żeby wszystko odwrócić: że nie tarot był pierwszy, tylko Cesarstwo Tarota. Gdzieś istniało Cesarstwo Tarota, nasza pamięć stworzyła karty bez świadomości, skąd one się wzięły. U mnie wyobrażają one istniejące, żywe postacie; w ten sposób rozumiem tarota. Karta staje się sprzężeniem zwrotnym, projekcja - karty na osobowości, osobowości na kartę.

- Cesarstwo istnieje?

- Istnieje. Do tego stopnia, że bardzo wielu ludzi pyta mnie. czy napiszę ciąg dalszy W Krainie Kota. Nie napiszę. U mnie nie ma pojęcia dalszych ciągów. Literatura powinna być otwarta, pozostawiać mnóstwo miejsca dla czytelnika, żeby sam sobie wybrał zakończenie. Żeby mógł sam odpowiedzieć na wszystkie pytania i stworzyć sobie taki świat, jaki chce. Cały fenomen poczytności baśni bierze się stad, że jest zapotrzebowanie na cudowność, wiara w to, że magia pomoże coś rozwiązać.

- A Ty w to wierzysz?

- Wierzę. Wokół nas jest ogromna ilość nieodkrytych zjawisk; gdybyśmy wszystko poznali, świat byłby straszny. W labiryncie baśni i zarazem świata, w kolejnych, odkrywanych przeze mnie dla czytelnika pomieszczeniach znajduję różne kształty: czasem brak przestrzeni, brak grawitacji, to znowu zmienność czasu: wszelkie cudowności, magiczne przedmioty, które by mogły nasz świat zmienić. Ale on się i tak nigdy nie zmieni na lepsze. W człowieku jest pewna ilość dobra i zła i wszystko zależy od tego, co on z tym zrobi, czy zachowa równowagę. Mam poczucie - to jest wątek Samotności Bogów - że zmierzamy cały czas ku Cywilizacji Miłości, powinniśmy tam zdążać, ale nigdy nie dojdziemy. Nasze życie też jest labiryntem, bo polega na szukaniu, a nie na znajdowaniu. Na stawianiu pytań, a nie na znajdowaniu odpowiedzi. A po śmierci pewnie będziemy przechodzić kolejne labirynty. Chyba to dobrze? To już jest jakiś rodzaj happy endu...

- Bohaterami Twoich książek sq najczęściej "odmieńcy" lub osoby w okresie dojrzewania, fizycznego bądź duchowego. Nic należą do cywilizacji technicznej; są mocno związani z ziemią.

- Myśmy ziemię nieomal zniszczyli. A tymi, którzy są zdolni jeszcze ją słyszeć, są osoby chore, ułomni, odmieńcy; ich słuch wewnętrzny źle reaguje na naszą cywilizację. Jeżeli nie nawiążemy z powrotem łączności z ziemią taką, jak ją stworzył Pan Bóg. jeżeli przestaniemy ją słyszeć - zniszczymy ją ostatecznie. Dla mnie to jest ważne: przywrócić w sobie zdolność usłyszenia głosu ziemi, którą miał człowiek pierwotny, a dziś ma ją odmieniec.

- Kojarzysz to z magią?

- Magia jest pierwotna, przynależy do pierwotnej ziemi.

- Matki Ziemi.

- Ziemia, podobnie jak Bóg, nie ma płci; nie jest dla mnie symbolem kobiety. Wierzę, że coraz więcej ludzi zacznie szukać możliwości porozumienia się z nią. A jednym ze sposobów tego porozumienia jest baśń.

- A czym literatura jest wobec rzeczywistości? Czy jak system kart jest refleksem Cesarstwa, ona jest jej cieniem? Czy tak wiele jest tych cieni, bo tak wiele rzeczywistości?

- Skomplikowanie to wymyśliłaś. Może jest coś takiego, próba kreacji alternatywnego świata przez literaturę, i wszystkie książki stwarzają rzeczywistość, w której będzie miejsce na szczęśliwe zakończenie? Może dlatego pisarze szukają idealnych konstrukcji, a baśń cudownych sposobów załatwiania bardzo niedobrych spraw? A ponieważ nie umiemy na ziemi stworzyć takiego świata, kreujemy alternatywny? Literatura daje możliwość poszerzania własnej osobowości, własnego widzenia, stwarza dodatkową przestrzeń w człowieku. Dlatego jest taka ważna. Niewiele potrafi zmienić w świecie, ale jeżeli zmieni człowieka, to już jest szalenie dużo. Literatura otwiera; jest kluczem. Żaden cień: raczej nieskończona struktura bez granic. Bezustannie przesuwająca granice.

- Ty zacierasz granice również na poziomie odbioru. Niezupełnie wiadomo, do kogo adresujesz swe ksiqzki.

- Pytanie o adresata zakłada poczucie wyższości u pytającego; przekonanie, że do dziecka trzeba się zniżyć. A do niego nie wolno się zniżać, ono to wyczuwa. Mnie się wydaje, że pierwsze moje dwie powieści - Władca Lewawu i Lustro pana Grymsa, na pewno są dla dzieci. Natomiast poczynając od Córki Czarownic, a zwłaszcza od W Krainie Kota, w grę wchodzi już młody człowiek. Teraz piszę dla osoby wrażliwej, bez względu na jej wiek, która po prostu będzie lubić stworzony przeze mnie świat. Mówi się, ze są to książki elitarne. Czemu nie, skoro w ogóle czytanie staje się czynnością elitarną?

- Nazywa się je tez przypowieściami.

- Przypowieść jest pewną formą opowieści religijnej, a religia według mnie najpełniej opisuje i zarazem demaskuje człowieka, stwarzamy przecież bogów na swoje podobieństwo. W niektórych religiach Bóg przyjmuje postać dobrodusznego starca, w innych jest bardzo okrutny, Co powodowało człowiekiem, że stwarzał sobie tak groźnego Boga? Boga, który go poniżał, maltretował, wymagał od niego ofiar, cierpienia? Równocześnie wyposażamy Boga w dar wielkiej miłości, chcąc, żeby nam wybaczał, dawał szczęście... W człowieku jest potworna sprzeczność.

- Uważasz, że Twoje książki są religijne?

- Byłoby nadużyciem tak twierdzić. Ja bym powiedziała, że one są o tym, jak człowiek wierzy. Jak szuka Boga. Gdzie go znajduje, co z tym robi. Należy odróżniać religię od wiary; to, jak ludzie wierzą, stanowi początek całkiem innej historii.

- Przypowieści powinny zawierać morał.

- Chciałabym, żeby moje nie zawierały żadnego. Jeżeli wynika z nich jakieś przesłanie, to tylko jedno: żeby się nie zamykać na inność. Są wielkim wołaniem o szacunek dla odmieńców, bo tylko oni mają moc odmieniania świata.

- Czytając ponownie Twoje książki, wytyczyłam poprzez nie umowną linię od baśni przez magię do metafizyki. Co powiesz na takie ''ramki"?

- Metafizyka na szczęście jest bez granic. To jest chyba ta przestrzeń, w której możesz poruszać się z pełną swobodą, lekceważąc wszystkie sprawy związane z czasem, granicami czy nawet tak zwanymi obiektywnymi faktami. Przestrzeń, gdzie się możesz czuć wolna. Ja się bardzo cieszę, ze niektórzy krytycy przypisują mnie do New Age'u. Ponieważ nic nie podsumowuję, nie rozliczam się z tym, co było, lecz jestem otwarta na to, co będzie; to jest najbardziej dla mnie charakterystyczne. l to jest równocześnie odpowiedź na pytanie o literaturę. Wydaje mi się, że przyszłość literatury to także metafizyka. Stawiając pytania metafizyczne, jesteś bliższy prawdy o sobie, o życiu, o świecie: po co właściwie żyjemy, o co chodzi w tym wszystkim, ku czemu zmierzamy. Stawianie pytań jest najważniejszą forma poznania. Odpowiedzi nie ma. W każdym razie nie w moich książkach.

- Którą swoją powieść lubisz najbardziej? Którą uważasz za najważniejszą?

- Nie powinno się lubić swoich utworów, powinno się być z nich zadowolonym, ponieważ wyłącznie to jest gwarancją, że przy następnym będziesz usiłowała pisać coś jeżeli nie lepszego, to innego. Ale jednak jest książka, która lubię: W Krainie Kota. Ponieważ od niej naprawdę zaczęło się moje usuwanie granic. I w niej poczułam, że można bezkarnie znaleźć się poza czasem, poza przestrzenią, poza granicami, poza gatunkiem, poza wszystkimi regułami. Do napisania Córki Czarownic byłam przekonana, że pisarz musi się poruszać w obrębie granic, jakie tworzy gatunek. Dopiero przy Kocie zrozumiałam, że można wszystko. I wtedy poczułam się wolna jako pisarz. W labiryncie możesz ciągle pokonywać granice, iść dalej i dalej...


rozmawiała Zofia Beszczyńska
Nowe Książki, marzec 2000
Poprzednia strona