a tak się dobrze zapowiadała...
ja - i moje książki
ja - i moja rodzina
ja - i moje zwierzęta
inni o mnie
rozmaitości
trofea
Dorota Terakowska - strona główna


A tak się dobrze zapowiadała...


Piękna i młoda w obiektywie Wiesława Dymnego Moje korzenie:

Bardzo krakowskie. Typowa mieszczańska rodzina, zamieszkala przez długie lata w centrum, na ulicy Gołębiej. Dziadek Franciszek Salezy Terakowski - blisko zwiazany z kościołem, zaprzyjaźniony z księdzem Machajem, infułatem z Kościoła Mariackiego. Jeszcze za życia postawił sobie rodzinny grobowiec na Rakowicach. Miał trzy żony - bo wdowiał. Miał małą drukarnię i małą introligatornię - i drukował oraz oprawiał księgi kościelne. Pierwszą żonę, a moją babcię, Joannę Fritz, wziął sobie z Wiednia. Jego trzecia żona, mimo upływu czasu, jeszcze po wojnie chodziła sobie w najlepsze w długich sukniach i na rękach nosiła okropnego malutkiego ratlerka. Rodzice - Anna i Marian. Ojciec prowadził wytwórnię wyrobów ze srebra i kości słoniowej przy ul. Grodzkiej. Mama urodziła sie w Sance pod Krakowem i jej ślub z tatą to był dla dziadków czysty mezalians. A jednak to właśnie mama była najciekawszą osobą w rodzinie i zawsze się pocieszam, że najwięcej mam z niej, bo w ogóle to się "wyrodziłam"...



Jeszcze piękna  i młoda Wampem byłam lat temu... hm... 30.

No, jeszcze ze 20 wyglądałam nieźle;-) Zawsze wszyscy mówili o mnie: "Oj, Terakowska. nic dobrego z ciebie nie wyrośnie". Mówili tak długo, aż odczułam potrzebę udowodnienia im, że może nie jest tak źle i... odzyskania straconego czasu (w krakowskich kawiarniach, w Piwnicy Pod Baranami, Klubie Pod Jaszczurami itp). Ale ten czas nie był stracony, co teraz już widzę...Proust - mój ukochany pisarz - także go odzyskał i właśnie tam, gdzie go "marnował".



I jeszcze, gdy byłam młoda... Moje arrasy

W stanie wojennym zostałam wyrzucona naraz z dwóch redakcji - z Przekroju i z Gazety Krakowskiej. Aby móc jakoś zarobić na życie (nikt nie chciał mi wydać żadnej książki), zaczęłam ...robić swetry na drutach, zarobkowo, gdyż całe zycie robilam je dla rodziny. Wkrótce okazało się, że mam do tego duży talent i zarabiam dość przyzwoicie. Poeta Leszek Aleksander Moczulski (autor słów do Nieszporów Ludźmierskich, do głośnych piosenek np. "Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie" lub "Cała jesteś w skowronkach") napisał wtedy o mnie wiersz - i oto on...



Ulubiona nadmorska fotka Jaka jestem, czyli co lubię i czego nie lubię

Wielu ludzi mówi o mnie: "ta straszna Terakowska..." Jestem straszna dla strasznych. Normalna dla normalnych. Sympatyczna dla tych których lubię. Naprzemiennie bywam pisarką, to znowu gospodynią domową. Nie lubię sprzątać, gotować - a jednak mam dwie córki i musiałam sobie z tym dać radę - gdy były małe, zajmowałam się dużo domem. Uwielbiam to co mroczne, także w muzyce - trójka moich ulubionych kompozytorów to Wagner, Brueckner, Mahler. Nie lubię zadzierzystej fantazji, wolę mózgowe wygibasy - dlatego dość obcy jest mi Sienkiewicz - a bliski Dostojewski. Lubię malarstwo Boscha, Goyi. Lubię też secesję, surrealistyczny humor, Woody Allena, a nie lubię Szwejka. Moje perfumy - Thierry Mugler "Angel" to mieszanka cynamonu, kardamonu, czekolady, kawy i jakichś dziwnych innych ingrediencji.



Jeszcze się zapowiadam... Moja pierwsza książka - i kolejne

Zaczęłam pisać późno - między 40 a 50 rokiem życia. Za pierwszą ("Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie" ) wzięłam się, bo chciałam odejść z zawodu dziennikarskiego. I jestem zaskoczona, że ta książka do dziś jest czytywana w szkołach i lubią ją nauczyciele nauczania początkowego. Dzisiaj wiem, że nie wolno pisać w przekonaniu, iż schodzi się do poziomu dziecka. Od "Córki czarownic" moje książki są i dla młodzieży i dla dorosłych. Dla obecnego młodego pokolenia pisze się bardzo trudno. Nie można znudzić, prawić kazań. Małgosi jako pierwszej daję do czytania moje książki. Jeżeli zareaguje chłodno to znaczy, że książka nie ma duszy. Najnowsza książka nosi ryzykowny tytuł "Poczwarka". Ryzykowny, bo piszę o dziecku z zespołem Downa. Będzie o dziwnym świecie, który to dziecko wewnętrznie stwarza.



Mazurska fotka Jeszcze o książkach

Gdy czytam dzisiaj w kolorowych pismach, że osobom, które mają pół głowy z łupieżem a pół bez, odmieniły życie powieści Coelho - to zastanawiam się, czy to możliwe? Mnie do odmiany życia potrzebni byli Mann, Dostojewski, Proust, Kafka, Conrad, Faulkner, Marquez, Bułhakow razem wzięci - a tu jeden Coelho przeobraża Steczkowską czy Gołotę! Wyznam, że nie chciałabym być pisarzem, który w pojedynkę odmienia komuś życie, gdyż zbyt wielka to odpowiedzialność, a i charakter zmiany niczym nie gwarantowany...


Wywiady

Krakowski dom na opak
Autograf
Dorośli świata nie lubią
Kto naprawdę mnie zna
Wszystko odwrócić





Poprzednia strona